Zespół Vader
3 najlepsze płyty polskiego death metalu. Foto: Rene Oonk/Shutterstock

"Polski death metal" brzmi dumnie. Tak, podczas gdy niemal co roku załamujemy ręce, gdy przegrywamy na Eurowizji i narzekamy, że nie poznali się na naszych artystach, polskie zespoły grające ekstremalny metal od dekad cieszą się popularnością na Zachodzie i w USA. W tym tekście prezentujemy 3 najciekawsze polskie płyty z tego gatunku.

REKLAMA

Vader od lat 90. koncertuje po całym świecie. Behemoth i Decapitated, choć rozpoczęły swoje kariery nieco później, dziś są "najlepszymi polskimi towarami eksportowymi". Jakie ich płyty trzeba koniecznie znać?

Vader, "De Profundis"

Debiut grupy Vader z Olsztyna, "The Ultimate Incantation", to płyta historyczna, która pozwoliła Piotrowi 'Peterowi' Wiwczarkowi i jego kolegom "wybić się" poza granice Polski. Tyle że swoje opus magnum nagrali oni nieco później. Mam tu na myśli "De Profundis" z 1995 roku.

To prawdopodobnie najważniejsza polska płyta deathmetalowa lat 90. To na niej zespół stworzył swój charakterystyczny styl: nieco thrashowe, inspirowane twórczością Slayera i techniczne, ale jednocześnie dość (jak na ten gatunek) chwytliwe granie. To też w tym okresie wokal Petera niejako okrzepł. Tutaj znalazły się hity grupy: "Silent Empire", "Blood of Kingu" czy "Reborn in Flames", po które muzycy do teraz sięgają w czasie swoich koncertów.

Całość jest przepełniona ogromną energią i emocjami. I przede wszystkim – tak, padnie to tu ponownie – przebojowa. Dowód na to, że grając ekstremalny metal można nadal pisać hity.

Behemoth, "Zos Kia Cultus"

Behemoth to zespół, który zmieniał swoją muzykę. Adam 'Nergal' Darski początkowo wyraźnie inspirował się norweskim black metalem (najmroczniejszą muzyką, jaką jesteś w stanie sobie wyobrazić!), by następnie zacząć grać death metal. Po latach wymieszał wszystkie własne fascynacje i stworzył najlepsze swoje wydawnictwo, album "The Satanist". I to ono znalazłoby się w tym zestawieniu, gdyby tekst ten nie dotyczył "śmierć metalu".

Jeżeli chodzi o deathmetalowy okres w działalności Behemotha, nie sposób nie wyróżnić "Zos Kia Cultus" z 2002 r., który to album pokazał to samo, co przed chwilą pisałem o "De Profundis" Vadera: możesz grać ekstremalną muzykę, ale nie zapominaj o songwritingu! W przeciwnym razie stworzysz zlepek chaotycznych dźwięków.

Całe szczęście Nergal niemal zawsze o tym pamiętał. "Zos Kia Cultus" zawiera takie utwory jak "Horns ov Baphomet", "Modern Iconoclasts" czy przede wszystkim przebojowe "As Above So Below". Wszystko przepełnione jest okultystyczną atmosferą – teksty i symbolika są inspirowane pracami okultysty Austina Osmana Spare'a.

Jednocześnie jednak "Zos Kia..." to zapowiedź kolejnych trzech, już nieco mniej udanych albumów. Zespół się na nich zagubił, zbytnio komplikując swoją muzykę i zbyt mocno inspirując się konkurencją ze sceny muzycznej. Przełożyło się to na większy sukces komercyjny, ale też artystyczne potknięcie w postaci krążka "The Apostasy". Nie wspominając o ostatnich, nudnych dokonaniach.

Decapitated, "Organic Hallucinosis"

Decapitated to zespół, którego historia aż prosi się o ekranizację. Wystartowali w Krośnie, dziś grają koncerty po niemal całym świecie. "Organic Hallucinosis" z 2006 r. to najlepsza rzecz, jaką stworzyli. Płyta bardziej progresywna niż poprzednie z ich dyskografii, z nietypową strukturą utworów, bliższa temu co do ekstremum doprowadzili Szwedzi z Meshuggah czy w bardziej strawnej wersji "sprzedali" światu Francuzi z Gojira.

Chciałoby się powiedzieć, że aż dziwne, że zespół nie osiągnął wtedy więcej. Niestety powodem był tragiczny wypadek samochodowy, do którego doszło właśnie w trakcie trasy koncertowej. Śmierć poniósł perkusista Witold Kiełtyka, wokalista Adrian Kowanek został ciężko ranny i do dziś pozostaje sparaliżowany.

W 2009 r. gitarzysta Wacław Kiełtyka (brat Witolda) reaktywował zespół w odnowionym składzie. Artystycznie już nigdy nie zbliżył się do poziomu z "Organic...".