Cameron szykuje swój "ostatni akt". Rozstanie z "Avatarem" wyszłoby mu na plus
James Cameron zastanawia się nad przyszłością "Avatara". Czy przejęcie innych projektów wyszłoby mu na dobre? Fot. materiał prasowy

James Cameron chce uwolnić się od "Avatara"? Tak sugeruje jego ostatnia wypowiedź, w której przyznał, że chciałby zająć swoją głowę nowymi projektami. Już w trzeciej części filmowej serii poświęconej walce Na'vi z ziemskimi kolonizatorami można było odnieść wrażenie, że kanadyjski reżyser nie ma pomysłu na to, jak poprowadzić dalej historia rodziny Sullych. Czy jego potencjalna rezygnacja z "Avatara" nie wyszłaby mu na dobre?

REKLAMA

"Avatar" zapisał się w historii Hollywood za swoje osiągnięcia w dziedzinie efektów wizualnych i za zrewolucjonizowanie kina pod kątem technologii. Produkcja z 2009 roku przyniosła ogromne zyski, zarabiając w box office'ie ponad 2,9 mld dolarów i rozbudzając w widzach apetyt na jeszcze więcej historii z kolorowego egzoksiężyca Pandora.

Na drugą część – "Istotę wody" – publiczność czekała 13 lat. Wielu fanów zareagowało entuzjastycznie na kontynuację przygód rodziny Jake'a Sully'ego. Trzecia odsłona, czyli "Ogień i popiół", która trafiła na duży ekran w 2025 roku, zawiodła jednak część miłośników oryginalnego "Avatara", ponieważ fabularnym schematem bardzo przypominała swoją poprzedniczkę. Opowieści o Na'vi jak nigdy dotąd potrzebują powiewu świeżości.

James Cameron rozważa rezygnację z tworzenia kolejnych "Avatarów". Czy to źle?

James Cameron niejednokrotnie podkreślał, że nie jest pewien, co czeka kolejne "Avatary". Jak powiedział w wywiadzie z czasopismem "The Hollywood Reporter" z początku 2026 roku, nie zamierza "wpadać w pułapkę tworzenia wyłącznie Avatara". – Mam inne historie do opowiedzenia – tłumaczył wówczas. W innych rozmowach z zagranicznymi mediami sugerował też, że ma w planach stanąć za kamerą jeszcze dwóch tytułów z franczyzy.

Przed entuzjastami twórczości reżysera "Terminatora" i "Titanica" stoi zagwozdka – czy wolą ujrzeć Camerona za obiektywem czegoś zupełnie nowego, czy pragną, by dalej działał na Pandorze? Ostatnia wypowiedź filmowca zrodziła kolejne pytania o niepewną przyszłość "Avatara".

Dalsza część artykułu poniżej.

Po otrzymaniu nagrody od gubernatora generalnego Kanady reżyser wyjaśnił, że od 21 lat pracuje nad rozbudową uniwersum "Avatara". – To w zasadzie nieprzerwane kontinuum. Znalazłem się więc w punkcie, w którym rozglądam się wokół i zadaję sobie pytanie: Jakie inne historie chcę opowiedzieć? Ile z nich muszę wyreżyserować osobiście, a przy ilu wystarczy, że napiszę scenariusz lub zajmę się produkcją z innymi twórcami? – oznajmił.

Rozpisałem to sobie w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Zacząłem od pytania: "Co przyniesie najwięcej dobra?". Napisałem to wielkimi literami na samej górze. Potem zacząłem przyglądać się wszystkim projektom, które są mi najbliższe, pytając: "Jak to poprawi naszą sytuację? Jak to uczyni świat lepszym dla naszego potomstwa?" Nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji. Tkwię w stanie zawieszenia, planując coś w rodzaju mojego ostatniego aktu. I nie wiem, czy ten ostatni akt potrwa rok, czy może 20 lat.

James Cameron

o przyszłośći "Avatara" i dalszych planach dotyczących kariery

QUIZ: Czy rozpoznasz film sci-fi po kadrze?

logo
Quiz

1 / 11 Z jakiego filmu pochodzi ten kadr?

Fot. materiał prasowy

Przypomnijmy, że we wcześniej wspomnianym wywiadzie z "The Hollywood Reporter" Cameron zaznaczył, że odejście z fotela reżysera nie musi wchodzić w grę. – Nie mówię, że porzucę tę rolę, ale być może wycofam się z bycia tak obecnym przy każdym najmniejszym aspekcie procesu – dodał.

"Avatar: Ogień i popiół" był kalką "Avatara: Istoty wody"

Pomysł, by James Cameron zajął się też innymi projektami, może wyjść każdemu na dobre. Jak wiadomo, przy tworzeniu scenariusza do ostatnich dwóch części pomagało mu małżeństwo – Rick Jaffa i Amanda Silver. Nowe odsłony miały zasadniczy problem, gdyż – poza oczywistym wizualnym aspektem franczyzy – powielały ten sam schemat.

"'Avatar: Ogień i popiół' nieustannie mieli te same pomysły, recyklinguje je, aż strach pomyśleć, co się wydarzy w kolejnych filmach. Jak na nieodkryty świat, pełen niesamowitości, na Pandorze wieje okrutną nudą. [...] Może w kontynuacji przerwie cykl pod znakiem 'Quaritch goni Sully'ego, ktoś ginie, wszyscy łączą się z Eywą'? A może to czcze nadzieje" – pisałam w recenzji trzeciego rozdziału "Avatara".