Jaafar Jackson jako Michael Jackson
Sequel "Michaela" ma pokazać oskarżenia z lat 90. Fot. Kadr z "Michaela"

"Michael" zatrzymał się tuż przed najbardziej niewygodnym rozdziałem życia Króla Popu. Teraz Jaafar Jackson zapowiada, że sequel biografii Michaela Jacksona ma dać widzom "więcej wglądu" w oskarżenia o wykorzystywanie nieletnich, które przez lata ciążyły nad jego wujkiem. Jego słowa sugerują jednak, że twórcy pokażą je raczej jako kolejne źródło cierpienia artysty. Nie spodziewałabym się więc, że kontynuacja wyjdzie poza laurkę i film o głębi artykułu z Wikipedii.

REKLAMA

"Michael" opowiada historię Michaela Jacksona od czasów grupy Jackson 5 aż po legendarną solową karierę, ale jedynie do 1988 roku, co wywołało grubą aferę. Film ucięto dokładnie w momencie, gdy w życiu Jacksona pojawiły się poważne oskarżenia o molestowanie nieletnich.

Według doniesień "Variety" miał być im poświęcony trzeci akt "Michaela". Źródła twierdzą, że pojawił się problem, gdy prawnicy zarządzający spuścizną Jacksona odkryli zapis w ugodzie z jednym z oskarżycieli, Jordanem Chandlerem, który uniemożliwia jego przedstawienie lub nawet wspomnienie w filmie (w 1993 roku 13-latek i jego rodzina zarzucili Królowi Popu przestępstwo). Reżyser Antoine Fuqua ("Dzień próby") i scenarzysta John Logan ("Skyfall") musieli więć zmienić zakończenie.

"Michael" zarobił na świecie ponad miliard dolarów i stał sie najbardziej dochodową biografią w historii, wyprzedzając "Oppeheimera" Chrostophera Nolana, więc, rzecz jasna, powstanie druga część. I według Jaafara Jacksona, bratanka Michaela, która wciela się w legendę muzyki na ekranie, sequel ma stawić czoła trudniejszym tematom. Ale czy na pewno?

"Michael 2" pokaże oskarżenia z lat 90.? Słowa Jaafara Jacksona sugerują, w jakim kierunku pójdzie film

W rozmowie z "GQ Middle East" Jaafar podkreślił, że nie ma zbytniego wpływu na scenariusz, ale ma nadzieję, że "Michael 2" pokaże więcej perspektywy jego wujka (a właściwie stryja).

– To czyjaś historia. Czyjaś wizja tego, jak to wszystko wyglądało, która jest w dużej mierze napędzana określoną narracją. I właśnie z tym jako rodzina mamy problem – z tym, że głos Michaela nie został usłyszany. Myślę, że to bardzo, bardzo ważne, zwłaszcza w odniesieniu do jego późniejszych lat – powiedział Jaafar Jackson.

30-latek, który w "Michaelu" stał się dosłownie Królem Popu, podkreślił, że "pierwszy film skupia się na korzeniach Michaela". – Poznajemy więc człowieka, którym był, zanim odniósł ogromny sukces i stał się ikoną, jaką znają ludzie. Najpierw można zrozumieć, kim był jako człowiek, bo ostatecznie właśnie taki pozostawał w latach 90. aż do swojej śmierci – tłumaczył aktor.

Jackson dodał: "(Michael Jackson) migdy nie stracił tej czystości ani potrzeby dostrzegania dobra w innych ludziach. Bez względu na wszystko, przez co przeszedł, na sposób, w jaki był traktowany, i na to, co o nim mówiono, nigdy nie przestał traktować innych z życzliwością. Nigdy nie przestał wierzyć w ludzi i szukać w nich dobra. (…) Nawet jeśli był człowiekiem złamanym, jego serce pozostało takie samo. Mam nadzieję, że widzowie poczują to również w drugim filmie".

Ale czy to faktycznie oznacza, że sequel "Michaela" skupi się na oskarżeniach o p*dofilię? Czy raczej pokaże je jako kolejną krzywdę wyrządzoną Michaelowi? Słowa Jaafara sugerują, że twórcy pójdą w tę drugą stronę. Wcale nie dają pewności, że tym razem dostaniemy bardziej krytyczną i wielowymiarową historię. Wręcz przeciwnie.

Aktor mówi przede wszystkim o potrzebie "usłyszenia głosu Michaela", o tym, jak jego wujek był traktowany i co o nim mówiono. Jeśli więc kontrowersje z lat 90. rzeczywiście pojawią się w sequelu, prawdopodobnie zostaną pokazane jako kolejny dowód na to, jak bardzo cierpiał sam Jackson. Dostaniemy więc raczej kolejną odsłonę tej samej, bardzo starannie kontrolowanej narracji. Chociaż chciałabym się mylić i wierzyć, że twórcy wezmą te oskarżenia na klatę. To mogłoby jednak rozjuszyć miłośników Jacksona...

Dalsza część artykułu poniżej.

Michael Jackson w oczach fanów jest święty

Przekonanie o niewinności Króla Popu jest fundamentem uwielbienia fanów do Króla Popu – do tego stopnia, że serial dokumentalny Netfliksa "Michael Jackson: Werdykt" był bombardowany "jedynkami", tylko dlatego, że wrócił do tematu i pokazał fakty. Z kolei Dan Reed, reżyser wstrząsającego dokumentu "Leaving Neverland: Ciemna strona Michaela Jacksona" – w którym w którym James Safechuck i Wade Robson opowiedzieli o krzywdach, jakie miał im zadać w dzieciństwie autor "Billie Jean" – nazwał Jacksona osobą "gorszą niż Jeffrey Epstein".

Film "Michael", który omijał ten temat szerokim łukiem, owszem, zachwycił widzów, ale został zmiażdżony przez krytyków. Zarzucano mu schematyczność, powierzchowność, uciekanie od kontrowersji oraz spłycenie postaci Jacksona. Pojawił się nawet zarzut, że "Michael" ma "głębię artykułu z Wikipedii". Nawet niektórzy widzowie zauważyli, że film jest "zbyt bezpieczny", co łączy go zresztą z "Bohemian Rhapsody" o Freddiem Mercurym i Queen.

To jednak wcale nie dziwi. Można się było spodziewać, że narracja będzie przychylna Królowi Popu – za filmem stoi jego spuścizna Estate of Michael Jackson, a jednym z producentów jest syn artysty Prince. Stąd laurkowość "Michaela".

Co ciekawe, słynna siostra Króla Popu, Janet Jackson, nie chciała pojawić się w filmie i nie brała udziału w jego promocji. Od filmu odcięła się również Paris, córka Michaela. Publicznie skrytykowała biografię, zarzucając jej "liczne nieścisłości" i "dużo prawdziwych kłamstw". – Film schlebia bardzo konkretnej części fandomu mojego taty, która wciąż żyje w fantazji – stwierdziła dosadnie w mediach społecznościowych.