Soundgarden w czasie kocnertu
Soundgarden zagra koncert z kobietą za mikrofonem. Foto: Brian Patterson Photos/Shutterstock

Soundgarden wróci na jeden, specjalny koncert. Za mikrofonem stanie tym razem kobieta. Choć może to oburzyć fanów zespołu, którzy są zdania, że Chris Cornell jest nie do zastąpienia, warto przypomnieć, że taka zmiana składu przywróciła do życia inny kultowy zespół.

REKLAMA

Soundgarden zagra specjalny koncert. Z oczywistych względów na jego czele nie stanie Chris Cornell. Czy to zapowiedź reaktywacji tej kultowej grupy?

Soundgarden zagra ponownie na żywo

Soundgarden wystąpi w czasie meczu otwarcia sezonu amerykańskiego futbolu. Stanie się to 9 września, a dokładniej: w przerwie meczu pomiędzy Seattle Seahawks a New England Patriots.

Co ciekawe, mikrofon będzie trzymała na scenie wokalistka Taylor Momsen, znana fanom rocka z The Pretty Reckless. Muzyków będzie też wspomagał gitarzysta Mike McCready z Pearl Jam. Będzie to już kolejny występ Soundgarden w takim składzie, gdyż grupa zagrała z Momsen i McCready'm także w 2025 roku podczas ceremonii wprowadzania jej do Rock’n’Roll Hall Of Fame.

Czy ten występ należy traktować jako pełnoprawną reaktywację? Jak na razie muzycy Soundgarden pracują nad płytą, ale znajdą się na niej tylko niedokończone utwory, nad którymi zespół pracował jeszcze z Chrisem Cornellem (w 2017 r. wokalista popełnił samobójstwo).

Gitarzysta Kim Thayil przekazał, że zapowiadany "pośmiertny" album pojawi się na rynku w 2027 roku. Czy jednak nowe wydawnictwo będzie promowane koncertami? Muzyk nie chciał jasno odpowiedzieć na to pytanie.

– Poruszyliśmy ten temat pobieżnie, na zasadzie: "Co zrobimy? Jak będziemy promować płytę?". Podobają nam się te piosenki. Są to pomysły stworzone przez Matta, Bena, mnie i Chrisa. Są to piosenki, nad którymi pracowaliśmy razem na przestrzeni lat. Zdajemy sobie sprawę ze znaczenia tego materiału, z naszego dorobku i z dorobku Chrisa. Chcemy, żeby był on jak najlepszy, bo to będzie nasz ostatni studyjny album – powiedział.

Linkin Park pokazał, jak wrócić w dobrym stylu

Ze słów Thayila wynika, że zespół nie planuje już potem niczego nagrywać. Historia rocka zna jednak przykłady grup, które zapowiadały zakończenie działalności, a potem jednak wracały.

W przypadku Soundgarden intryguje coś innego: Momsen w roli wokalistki. Linkin Park pokazał już, jak świetny to pomysł.

Dlaczego wspominam w tym kontekście o twórcach albumu "Meteora"? Nie tylko dlatego, że Chester Bennington i Chris Cornell prywatnie się przyjaźnili. Chodzi też o ich specyficzne barwy głosu – dość wysokie jak na wokalistów.

I właśnie dlatego zastąpienie tego pierwszego Emily Armstrong było tak genialnym pomysłem. Chodzi o to, że daje ona radę "uciągnąć" partie wokalne poprzednika. A jak trudne to – szczególnie dla mężczyzny – zadanie, przekonać się można, słuchając wykonów z koncertu z 2017 r., którym Linkin Park upamiętniało zmarłego kolegę w towarzystwie różnych wokalistów.

Jak pisaliśmy w naTemat, Linkin Park na Open'er Festival wystąpił jako pierwszy headliner, a Emily Armstrong zrobiła na wszystkich dobre wrażenie.

Możliwe, że Soundgarden także powinno wrócić na scenę i to właśnie z kobietą za mikrofonem. Osobiście liczę, że po wydaniu w 2027 r. swojej "ostatniej" płyty wyruszą w trasę ją promującą, a następnie skuszą się na kontynuowanie swojej działalności. To bowiem jeden z tych zespołów, który artystycznie mógłby jeszcze czymś zaskoczyć.

Warto zresztą pamiętać, że temat zmian personalnych wraca w muzyce od dekad. Jak pisaliśmy w naTemat, zmiany wokalistów przekleństwem zespołów – niektóre formacje gasły po odejściu charakterystycznego głosu, inne, jak Iron Maiden, rozkwitały dopiero po roszadach w składzie.