Dominic McLaughlin w serialu "Harry Potter" HBO
Zwiastun serialu "Harry Potter" cierpi z powodu oświetlenia. To niestety norma w streamingu Fot. materiał prasowy

Zwiastun serialu "Harry Potter" już jest i niesamowicie dzieli widzów. Fani reagują albo zachwytem, albo wyparciem. Zapowiedź pokazuje niestety, że nowa adaptacja przygód małego czarodzieja ma te same problemy, co reszta współczesnych seriali, m.in. "Stranger Things". Chodzi o decyzję kreatywną, która zdaniem niektórych "zabija kino i telewizję".

REKLAMA

Serialowy reboot "Harry'ego Pottera", którego showrunnerką została Francesca Gardiner, scenarzystka z doświadczeniem w adaptacjach literatury młodzieżowej (pracowała przy "Mrocznych materiach" na podstawie prozy Philipa Pullmana), zadebiutuje w na kanale HBO i w serwisie HBO Max w Boże Narodzenie 2026. O Danielu Radcliffie w roli "chłopca, który przeżył", długo nie zapomnimy, ale teraz przyszła pora, by pałeczkę po nim przejął Dominic McLaughlin.

W środę (25 marca) twórcy nowej adaptacji kultowych książek J.K. Rowling, która od dłuższego czasu jest krytykowana za transfobiczne wypowiedzi, pochwalili się pierwszym zwiastunem "Harry'ego Pottera".

Widzimy w nim m.in. życie głównego bohatera w świecie mugoli, jego codzienność w domu przy Privet Drive 4, szukanie na dworcu King's Cross Station przejścia na peron 9 i 3/4, a także jego spotkanie z Hermioną Granger i Ronem Weasleyem oraz początek nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.

Serial "Harry Potter" będzie mieć problem z oświetleniem. Zwiastun tylko to potwierdził

Zwiastun "Harry'ego Pottera" – choć widać, że postara się przenieść na mały ekran jak najwięcej treści z oryginału – cierpi na wielki problem współczesnego kina oraz telewizji. Pamiętacie, że w pierwszych częściach filmowej serii kolory były soczyste, a cienie głębokie? W reboocie o tym zapomnijcie, chyba że HBO wyciągnie wnioski z reakcji części widzów i poprawi kolorystykę obrazu. Na oświetlenie może być już za późno, aczkolwiek biorąc pod uwagę postęp technologiczny, wszystko jest możliwe.

Serial "Harry Potter" stawia na płaskie oświetlenie i równie płaską ekspozycję. Widać to zwłaszcza w scenach za dnia – jak protagonista podróżuje pociągiem do Hogwartu i gdy ciotka Petunia obcina mu włosy nożyczkami. Wygląda to tak, jakby twórcy zdecydowali się wymieszać różne odcienie szarości, ale zlekceważyli głębię i kontrast na rzecz równomiernego oświetlenia. W przypadku ciemnych scen jest nieco lepiej, natomiast przywodzą one na myśl 7. odcinek pierwszego sezonu "Rodu smoka", w którym praca oświetleniowca była raczej minimalna.

"Oświetlenie Netflixa" (oryg. Netflix Lighting) definiuje współczesną telewizję. Podczas kręcenia zdjęć sceny muszą być jednolite, ponieważ wymóg płaskiego światła ułatwia pracę twórcom, którzy w dobie streamingu nie mogli przejść obojętnie obok wyzwań, jakie w trakcie zmian technologicznych napotkała wszelako rozumiana kinematografia.

Dawniej filmy oglądało się w ciemnych pomieszczeniach, obecnie widzowie sięgają po telefony, tablety i laptopy, coraz chętniej rozkoszując się seansem w świetle dnia. Netflix Lighting jest zatem złotym środkiem, który sprawdza się zarówno w nocy, jak i wtedy, gdy za oknem świeci słońce.

Poza tym napięty harmonogram, jakim rządzi się streaming, nie pozwala ekipom na tworzenie wysokich kontrastów – to proces złożony i wymagający czasu, na który dziś mało kto może sobie pozwolić. Są to częściej odgórne wymogi, a nie decyzje wykonawców.

Zwiastun "Harry'ego Pottera" wydaje się pozbawiony magii także z innego względu. Produkcje mają to do siebie, że efekty CGI są zostawiane w fazie produkcji na sam koniec. Możliwe zatem, że w zapowiedzi pominięto trzygłowego psa Puszka, górskiego trolla spacerującego po korytarzach szkoły i dynamiczne sceny prosto z meczu quidditcha, gdyż te elementy nie zostały jeszcze do końca przetworzone. To dobry znak, że HBO podjęło decyzję, by pokazać efekty specjalne później, gdy będą one gotowe.