
"Znachor" Jerzego Hoffmana jest w Wielkanoc tym, czym "Kevin sam w domu" w Boże Narodzenie. W świąteczny weekend kultowego filmu z pewnością nie przegapicie w telewizji. Oprócz adaptacji z Jerzym Bińczyckim na widzów czeka w TV wersja Netflixa z Leszkiem Lichotą.
"Znachor" w reżyserii Jerzego Hoffmana ("Potop") jest emitowany w telewizji z okazji największych świąt w Polsce, ale to z Wielkanocą i Narodowym Świętem Niepodległości kojarzy się Polakom najbardziej. Adaptacja powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, którą nakręcono w 1981 roku, uchodzi nad Wisłą za dzieło absolutnie kultowe. Starsze pokolenia znają je na pamięć, a dla młodszych melodramat jest owiany legendą.
Fabuła rodzimej produkcji śledzi losy profesora Rafała Wilczura, wybitnego kardiochirurga, który po tym, jak porzuciła go żona, zostaje pobity i wywieziony w pole. W wyniku incydentu lekarz traci pamięć i staje się włóczęgą. Później przyjmuje imię Antoni Kosiba.
Pewnego dnia – jako robotnik pracujący w młynie – przeprowadza operację na synu Prokopa, który w wyniku upadku z drabiny nie może chodzić. Udany zabieg sprawia, że zmagający się z amnezją mężczyzna zyskuje we wsi miano tytułowego znachora.
Kiedy "Znachor" w TV w "Wielkanoc"?
Jak co roku "Znachora", w którym wystąpili m.in. Jerzy Bińczycki ("Noce i dnie"), Bożena Dykiel ("Na Wspólnej") oraz Anna Dymna ("Wielka woda"), znajdziemy w programie telewizyjnym przygotowanym na Wielkanoc. Przed Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego i Poniedziałkiem Wielkanocnym film obejrzymy m.in. w sobotę, 4 kwietnia, na kanałach Kino Polska (o godz. 17:05) i Filmax (o godz. 20:00).
A jak prezentuje się niedzielna i poniedziałkowa ramówka? Widzom trafiły się godziny do wyboru, do koloru:
Zobacz także
W Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego o godz. 14:35 Polsat puści "Znachora" produkcji Netflixa, w którym Jerzego Bińczyckiego zastąpił w roli profesora Wilczura Leszek Lichota ("Wataha", "Znieczulenie"). W obsadzie filmu Michała Gazdy ("Napad") znaleźli się też Maria Kowalska ("Pod powierzchnią"), Ignacy Liss ("Proud") i Anna Szymańczyk ("Nic na siłę").
Adaptacja Netfliksa od samego początku miała z górki, biorąc pod uwagę to, jakim fenomenem była jej poprzednia wersja. Wysoka oglądalność nowej wersji nikogo nie powinna dziwić. To reakcja widzów na fabułę, a raczej reinterpretację losów chirurga cierpiącego na amnezję, mogła budzić niepokój. W końcu współcześni twórcy obrali sobie za cel dzieło o statusie niemalże świętym – jak to napisała Ola Gersz z Rozrywka naTemat – "ważniejszym od filmowej trylogii Sienkiewicza".
