
"Niebo nad Normandią" jest nowym dramatem poświęconym II wojnie światowej. Film o przygotowaniu do D-Day, w którym wystąpili Brendan Fraser i Andrew Scott, doczekał się pierwszych recenzji. Są zaskakująco dobre.
Hollywood wciąż wyciska z II wojny światowej, co się tylko da, coraz chętniej skłaniając się w kierunku mniej znanych historii z tamtego okresu. "Niebo nad Normandią" jest tego świetnym przykładem. Przed pierwszymi pokazami część publiczności sceptycznie podchodziła do nowego dramatu w reżyserii Anthony'ego Marasa, reżysera "Hotelu Mumbaj" i "The Palace". Recenzje krytyków, które właśnie ujrzały światło dzienne, sugerują, że nadchodzący film pozytywnie zaskoczy widzów.
"Niebo nad Normandią" z Brendanem Fraserem ma pierwsze recenzje
Trzy doby przed lądowaniem w Normandii wszystkie plany związane z największą operacją desantową w historii są niemalże dopięte na ostatni guzik. Wojskowi obawiają się jednak nieprzewidywalności brytyjskiej pogody. Meteorolog James Stagg zostaje wezwany do bazy na południowym wybrzeżu Anglii, aby omówić ze sztabem możliwe prognozy pogody na D-Day. "Życie milionów ludzi wisi na włosku" – czytamy w opisie filmu "Niebo nad Normandią".
Rolę Jamesa Stagga powierzono Andrew Scottowi, który zdobył sławę dzięki kreacji profesora Jamesa Moriarty'ego w hicie "Sherlock" oraz "Hot Priesta" w serialu "Fleabag". Brendana Frasera, laureata Oscara za "Wieloryba" i gwiazdora kultowej "Mumii", obsadzono zaś jako Dwighta Eisenhowera – Naczelnego Dowódcę Sojuszniczych Sił Europy, który w latach 50. został 34. prezydentem Stanów Zjednoczonych.
W obsadzie znaleźli się również: Kerry Condon ("Duchy Inisherin") jako Kay Summersby, Chris Messina ("Ostre przedmioty") jako Irving P. Krick, Damian Lewis ("Kompania braci") jako Bernard Montgomery, Henry Ashton ("Rycerz Siedmiu Królestw") jako John Eisenhower i Con O'Neill ("Czarnobyl") jako Trafford Leigh-Mallory.
W wywiadzie z Gold Derby reżyser "Nieba nad Normandią" przyznał, że pomimo technologicznie zaawansowanych prognoz pogody ekipa filmowa miała logistyczne problemy związane z kręceniem scen z D-Day.
– W środę (red. przyp. – na kilka dni przez planowanymi zdjęciami) dostaliśmy najgorszą wiadomość w życiu. Powiedziano nam, że wiatr będzie wiał z prędkością ponad 50 węzłów, a fale osiągną wysokość 2 metrów – powiedział. Reżyser podjął jednak ryzyko i przesunął plan zdjęciowy o jeden dzień. – Kiedy dotarliśmy na miejsce, żeby kręcić, (...), chmury rozstąpiły się, wyszło słońce i mieliśmy pogodę, jakiej potrzebowaliśmy na D-Day – dodał.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W agregatorze Rotten Tomatoes 26 krytyków filmowych przyznało dramatowi wojennemu odznakę "świeżego pomidora" i 85 proc. pozytywnych recenzji. "Prosty, dobrze wyreżyserowany film Anthony'ego Marasa, będący adaptacją sztuki Davida Haiga z 2014 rok, porusza prawdopodobnie jedyny aspekt D-Day, który nie doczekał się jeszcze ekranizacji" – stwierdził Guy Lodge na łamach amerykańskiego tygodnika rozrywkowego "Variety".
"Fani filmów wojennych i entuzjaści II wojny światowej docenią dbałość o szczegóły, a widzowie z szerszej publiczności będą mogli podziwiać trzymającą w napięciu, wciągającą historię o prawdziwych mężczyznach, którzy [...] zapewnili zwycięstwo aliantom" – napisał Jim Vejvoda z portalu IGN. Niektórzy przewidują nominacje do Oscara.
