Disney+ na ekranie telewizora
Serwisy streamingowe wyłączyły świetną opcję Fot. Unsplash

Są takie funkcje w świecie technologii, których braku nie zauważysz, dopóki nagle nie znikną. Jedna konkretna opcja w streamingu wciąż śni mi się po nocach. Mowa o genialnym, pandemicznym wynalazku, jakim było wspólne, zdalne oglądanie filmów i seriali.

REKLAMA

Pamiętacie te czasy? Lockdown, środek pandemii, a my zamknięci w czterech ścianach, próbujący zachować resztki życia towarzyskiego. Platformy streamingowe wyciągnęły do nas wtedy pomocną dłoń.

Wspólne, zdalne oglądanie na Disney+ i Prime Video było genialne. I nagle się skończyło

Na Disney+ rządził wtedy GroupWatch. Wystarczyło jedno kliknięcie w ikonkę z trzema ludzikami obok przycisku "Odtwórz", by połączyć się ze znajomymi. Wspólne maratony Marvela czy "Gwiezdnych Wojen", rzucanie emotek na ekran w tym samym momencie – absolutna wspaniałość. Równie dobrze radziło sobie Prime Video ze swoim Watch Party (w polskiej wersji po prostu Wspólne oglądanie), które pozwalało na seans dla... nawet 100 osób na raz.

I nagle wszystko zniknęło. Jesienią 2023 roku Disney+ bezczelnie i po cichu wyłączył nieodżałowany GroupWatch, a chwilę później Amazon zrobił to samo ze swoim imprezowym trybem.

Powód? Biznes. Ludzie zaczęli spotykać się ze znajomymi w realu albo wrócili do kin, a koszty utrzymania serwerów synchronizujących obraz dla garstki znajomych przestały się korporacjom opłacać. Dodajmy do tego technologiczny ból głowy zagranicą związany z – wciąż niedostępnymi w Polsce – pakietami z reklamami (jak zsynchronizować film, gdy jedna osoba ma reklamy, a druga nie?) i zostaliśmy z ręką w nocniku.

Tęsknię za opcją grupowego oglądania do dziś. Mieszkam sama (nie żebym narzekała) i nie mam z kim oglądać seriali kryminalnych na co dzień. A nie zawsze chce mi się organizować wspólny seans u siebie czy jechać do znajomych tylko po to, żeby razem obejrzeć kolejny odcinek. Funkcja na Disney+ była wtedy dla mnie wybawieniem. Pisałam do brata "ej, oglądamy coś?", umawialiśmy się na konkretną godzinę, wybieraliśmy tytuł, odpalaliśmy stream i voilà.

Wspólne oglądanie filmów online wciąż jest możliwe, ale...

Wciąż uważam, że tej opcji brakuje w streamingu. Gdzie dzisiaj szukać ratunku? Opcje są przynajmniej dwie, ale każda ma swoje "ale".

Opcja nr jeden to stworzone przez Apple SharePlay. Działa to genialnie – dzwonisz do kogoś przez FaceTime, odpalasz polskiego Apple, Disney+ lub HBO Max i film rusza u Was w idealnie tej samej milisekundzie. Co więcej, każdy ma "pilota", czyli jak pójdziesz po herbatę i klikniesz pauzę, film staje też u twojego znajomego (czyli tak jak na GroupWatch na Disney+).

Tyle że to zabawa dla wybranych, bo system jest całkowicie zamknięty. Żeby z tego skorzystać, wszyscy uczestnicy seansu muszą mieć sprzęt od Apple. Jeśli w Twojej paczce znajomych chociaż jedna osoba wyłamie się z Androidem lub Windowsem – SharePlay natychmiast odpada.

Dalsza część artykułu poniżej.

Opcja nr dwa to Teleparty (dawne Netflix Party), które ratuje resztę świata, czyli użytkowników Windowsa, Androida czy Chrome. Darmowa wtyczka obsługuje Netflixa, Disney+, HBO Max, Prime Video, a nawet YouTube. Synchronizuje obraz i daje wygodny czat z boku ekranu.

Co więcej, korzystanie z Teleparty jest w pełni legalne. Wtyczka w żaden sposób nie "piraci" sygnału wideo ani nie pozwala na darmowe oglądanie filmów osobom postronnym. Dba jedynie o to, aby wasze odtwarzacze w przeglądarkach wcisnęły "play" dokładnie w tym samym momencie. Serwisy streamingowe wiedzą o istnieniu Teleparty od lat i choć oficjalnie go nie wspierają, to również go nie blokują, bo w końcu nie tracą na tym ani grosza.

Podobnie jak w przypadku wymarłych już pandemicznych funkcji, każdy musi posiadać własne, opłacone konto na danej platformie i być na nie zalogowany (trzeba też założyć konto w Teleparty). Innymi słowy: nie obejrzysz na odległość filmu Netfliksa z koleżanką, która nie ma Netfliksa. Oczywiste. Minus jest taki, że dostęp do większej liczby serwisów streamingowych, tych mniej popularnych, wymaga płatnej wersji premium.

Tęsknota za GroupWatch pozostaje ogromna, ale na szczęście technologia nie lubi próżni. Zamienniki muszą na razie wystarczyć, choć wciąż mam nadzieję, że któraś z platform pójdzie w końcu po rozum do głowy i uruchomi własną opcję grupowego oglądania. Na razie pozostaje marzyć.