
Polska scena rockowa od lat obfituje w zespoły, które osiągnęły ogromny sukces w kraju i zyskały status kultowych. Część z nich próbowała zaistnieć poza granicami Polski, ale żadnej się nie udało. Dlaczego? Nie, nie chodzi o pecha czy fatum.
W to, że można być Polakiem i zrobić karierę w USA, wierzyli m.in. muzycy Lady Pank, Comy i Myslovitz. Wszyscy jednak ponieśli na tym polu porażkę. Dlaczego?
Że osiągnięcie sukcesu na światową skalę jest możliwe, dowodzą światowe marki, które założyli Polacy. W muzyce poszło jednak zupełnie inaczej.
Lady Pank, czyli próba zawojowania USA
W 1985 r. Lady Pank opracował anglojęzyczne wersje swoich utworów z pierwszej płyty. Materiał został zaprezentowany na targach muzycznych "Midem" w Cannes. I spodobał się na tyle, że zespołowi zaproponowano wydanie płyty w Stanach Zjednoczonych.
Wszystko zaczęło się nagle układać: muzycy zagrali za Wielką Wodą nie tylko trzytygodniową trasę koncertową, ale też udzielali wywiadów amerykańskim mediom. Mało tego, pojawili się nawet w programie American Bandstand. Napisały o nich "Newsweek" i "The Washington Post"!
Jak po latach wspominał Janusz Panasewicz, grupa zagrała też specjalny koncert dla przedstawicieli branży muzycznej – przyszło ich zobaczyć 200-300 ekspertów. I to takich, którzy naprawdę znali się na rzeczy.
Jak wokalista powiedział w wywiadzie dla "Gazety Krakowskiej", w tłumie stali ponoć nawet ludzie, którzy wcześniej wylansowali Madonnę. Mało tego, artystka miała wtedy szukać supportu, czyli grupy, która grałaby przed nią w czasie jej trasy.
Rzekomo taką propozycję dla swoich podopiecznych miał otrzymać amerykański manager Lady Pank. Tyle że uznał, że rockmeni grający przed wschodzącą gwiazdą popu to nie coś, co brzmi jak przepis na sukces w USA. Miał wręcz zakpić sobie, że "Lady Pank to poważny zespół rockowy, a Madonna to jakaś panienka z telewizji, której za miesiąc już nie będzie".
Cóż, brzmi to jak największy błąd w karierze zespołu. I taki, który sprawił, że "Panki" pozostały żywymi legendami, ale przaśnego, polskiego rocka.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Coma rusza w trasę z idolami gotyk metalu
Jak pisałem już w naTemat.pl, szansę na zagraniczną karierę miała też Coma. Tyle że kompletnie jej nie wykorzystała.
Najpierw zespół starał się przebić za pomocą płyty "Excess", która zawierała część materiału z albumu "Hipertrofia", ale tym razem Piotr Rogucki śpiewał swoje teksty po angielsku. Zachodnich Europejczyków jakoś nie udało się zauroczyć.
Po paru latach Coma nagrała jeszcze angielskojęzyczny odpowiednik "Czerwonego albumu" – "Don’t Set Your Dogs On Me". Tym razem do płyty doszły koncerty. Tyle że ktoś wpadł na naprawdę głupi pomysł, by Polaków wysłać na trasę po Europie Zachodniej w towarzystwie grupy Therion. Dla niewtajemniczonych: to legenda kiczowatego metalu gotyckiego. Twórczość Comy miała się do muzyki Szwedów jak pięść do nosa. To nie miało prawa się udać.
Ostatecznie Piotr Rogucki i jego koledzy są gwiazdami, ale tylko w naszym kraju. Pytanie też, czy ich muzyka nie była zbyt mało odkrywcza, by zawojować za jej pomocą Zachód. Dla porównania: niemiecki Rammstein podbił świat za pomocą specyficznego wizerunku, charakterystycznych kompozycji i specyfiki języka niemieckiego. Coma w tamtym okresie brzmiała już jak wiele innych kapel.
Myslovitz, czyli jak to jest nieść drewno do lasu
Ten ostatni wątek – promowania za granicą polskich zespołów, które nie były w skali globalnej oryginalne – dotyczy też Myslovitz, który to zespół na początku XXI w. starał się podbić Europę Zachodnią dźwiękami, które przecież brzmiały nierzadko jak podkradzione Oasis czy Blur.
Mimo tego muzycy zagrali trasę u boku Simple Minds, dali parę występów przed Iggy'm Popem czy na kilku większych europejskich festiwalach. Na rynku pojawiła się nawet angielskojęzyczna wersja "Korova Milky Bar" (została wydana w 27 krajach, m.in. w Niemczech, Holandii, Belgii, Szwajcarii, Francji, Hiszpanii, Rosji, Turcji i RPA).
Dlaczego więc nie wyszło i Myslovitz nie jest dziś międzynarodową gwiazdą? Podstawowym problemem była muzyka. Ta nie była oryginalna. Po co Zachodowi kolejny zespół, który przypominał stylistycznie Oasis?
Na to nałożyło się to, że muzyka Polaków nie była na Zachodzie bardzo promowana. Jasne, były koncerty, ale media muzyków jednak ignorowały. A przynajmniej nie dbały na tyle, by wypchnąć na szczyt. Nie wspominając już o problemach z dystrybucją płyty.
Ostatecznie wielkie plany legły w gruzach przez konflikt w samym zespole. Przeciwny kontynuowania koncertowania na Zachodzie był m.in. Artur Rojek, który po paru latach prób uznał, że nie ma to sensu, m.in. ze względów ekonomicznych.
Jak pisałem w naTemat, potencjał, by zrobić karierę na Zachodzie, miały też trzy metalowe zespoły.




