
"Avatar: Ogień i popiół" wleciał na Disney+ i fani serii z pewnością rzucą się na trzecią część. Wizualnie to znów uczta nagrodzona Oscarem za efekty, ale fabuła po raz kolejny... jest taka sama. Jeśli szukasz science fiction Camerona, które wciąga też historią, mamy lepszą propozycję – "Otchłań" z 1989 roku, dziś kultową, a wciąż nieco zapomnianą perełkę reżysera.
"Avatar: Ogień i popiół" trafił na duży ekran w połowie grudnia ubiegłego roku, zarabiając w kasach biletowych na całym świecie ponad 1,4 mld dolarów (przy budżecie w wysokości około 400 mln). To jednak "nic" w porównaniu w poprzednimi częściami. "Avatar" z 2009 roku to najbardziej kasowy film wszech czasów z 2,9 mld na koncie, z kolei "Avatar: Istota wody" z 2022 roku zgarnął 2,3 mld dolarów.
"Avatar: Ogień i popiół" wleciał na Disney+. Efekty wspaniałe, ale historia... znowu taka sama
W trzeciej części Jake Sully i Neytiri próbują dalej walczyć z kolonizatorami z ziemskiego Zarządu Pozyskiwania Zasobów. "Rodzina Sullych jeszcze nie otrząsnęła się z jednej tragedii, gdy z pomocą Wietrznych Kupców musi zapobiec kolejnej. Tymczasem, zostają zaatakowani przez Klan Popiołu, który obwinia Eywę o zniszczenie jego domu" – brzmi oficjalny opis filmu Jamesa Camerona.
W "Avatarze 3" ponownie wystąpili Sam Worthington ("Za wszelką cenę" na podstawie książki Harlana Cobena), Zoe Saldaña (laureatka Oscara za "Emilię Pérez"), Sigourney Weaver ("Obcy – ósmy pasażer Nostromo"), Kate Winslet ("Titanic") i Stephen Lang ("Nie oddychaj"). Do imponującej obsady dołączyli Oona Chaplin, odtwórczyni roli Talisy Maegyr w "Grze o tron", oraz David Thewlis, czyli Remus Lupin z filmowej serii "Harry Potter".
Spektakularny wizualnie "Avatar: Ogień i popiół" zdobył Oscara za efekty specjalne i spodobał się widzom, ale spotkał się z mieszanym przyjęciem krytyków. Główny powód narzekań? Wtórność fabuły. "Pozostając w ścisłej czołówce pod względem efektów wizualnych, 'Ogień i popiół" we frustrujący sposób powiela schematy fabularne swoich poprzedników, ale wielkie widowisko wciąż dostarcza jedynych w swoim rodzaju emocji" – czytamy w serwisie Rotten Tomatoes, w którym widnieje 66 procent pozytywnych recenzji.
"'Avatar: Ogień i popiół' nieustannie mieli te same pomysły, recyklinguje je, aż strach pomyśleć, co się wydarzy w kolejnych filmach. Jak na nieodkryty świat, pełen niesamowitości, na Pandorze wieje okrutną nudą" – pisała Zuzanna Tomaszewicz z naTemat w recenzji "Avatara: Ognia i popiołu".
"Avatar: Ogień i popiół" jest już dostępny na Disney+. Fani serii z pewnością rzucą się na kinowy hit, ale jeśli szukacie ciekawszego fabularnie science fiction, znajdziecie je w zupełnie innym filmie Jamesa Camerona. Słynny kanadyjski twórca, laureat trzech Oscarów i reżyser tak ikonicznych produkcji jak "Titanic", "Terminator" czy "Obcy – Decydujące starcie", ma w swojej filmografii także niedocenianą perełkę.
"Avatar: Ogień i popiół" cię nie przekonuje? Obejrzyj "Otchłań" Jamesa Camerona
Mowa o "Otchłani" z 1989 roku, która wydeptała drogę dla filmów kręconych w ekstremalnych warunkach. Film, który Cameron zarówno napisał, jak i wyreżyserował, opowiada o załodze podwodnej stacji wiertniczej Deep Core, zaangażowanej przez amerykańską armię do zbadania wraku atomowego okrętu podwodnego. Z pozoru rutynowa misja ratunkowa w głębinach oceanu szybko przeradza się w koszmar. Gdy bohaterowie napotykają nieznaną, wysoko rozwiniętą pozaziemską inteligencję, rozpoczyna się dramatyczna walka o przetrwanie.
"Otchłań" to jeden z najbardziej wyczerpujących w realizacji filmów w historii kina. Cameron, znany z przełamywania technologicznych i filmowych granic, postawił na autentyczność i nie szedł na skróty. Prawie połowa zdjęć była kręcona w gigantycznych, zalanych wodą zbiornikach po niedokończonej elektrowni jądrowej w Południowej Karolinie.
Aktorzy, w tym Ed Harris ("Godziny"), Mary Elizabeth Mastrantonio ("Człowiek z blizną") i Michael Biehn ("Terminator"), spędzali pod wodą całe dnie, mierząc się z zimnem, klaustrofobią i fizycznym wyczerpaniem. Wcześniej musieli przejść obowiązkowy kurs nurkowania.
Film "Otchłań" zyskał także status rewolucyjnego pod względem efektów specjalnych (za które zgarnął zresztą Oscara). Trwająca zaledwie 75 sekund sekwencja z "pseudopodem" – inteligentną wodną macką – powstawała aż pół roku i przetarła szlaki dla współczesnego CGI. Stworzona przez studio ILM niepokojąca istota była pierwszym tak realistycznym, wygenerowanym cyfrowo stworzeniem wchodzącym w interakcję z aktorami.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
"Otchłań" (tytuł filmu został zainspirowany słynnym cytatem Friedricha Nietzschego: "Kto walczy z potworami, niech zważa, aby sam nie stał się potworem. A jeśli długo wpatrujesz się w otchłań, otchłań również wpatruje się w ciebie") to thriller science fiction, ale jednocześnie opowieść o ludzkiej naturze, empatii i destrukcyjnym paranoizmie epoki zimnej wojny. Cameron wyraźnie opowiada się po stronie pacyfizmu i – podobnie jak Steven Spielberg w "Dniu objawienia" – pokazuje miłość, poświęcenie i gotowość do dialogu jako jedyny ratunek przed samozagładą ludzkości.
W 1989 roku "Otchłań" nie odniosła dużego sukcesu w kinach, a krytycy byli podzieleni. Dziś film ma jednak status dzieła kultowego. Obecnie może pochwalić się 75 proc. pozytywnych recenzji krytyków i 83 proc. pochlebnych ocen widzów w serwisie Rotten Tomatoes. "Absolutnie zachwycające efekty specjalne często przesłaniają fakt, że 'Otchłań' to również całkowicie wciągający, klaustrofobiczny thriller z galerią interesujących postaci" – brzmi konsensus krytyków.
Gdzie obejrzeć "Otchłan"?
Film "Otchłań" Jamesa Camerona obejrzycie na Disney+ w ramach abonamentu. Można go również wypożyczyć na Prime Video i Apple TV za 9,99 zł. Jeśli nie znacie tego nieco zapomnianego dziś dzieła, warto je nadrobić i przypomnieć sobie, że kanadyjski twórca przekraczał granice kina już kilkadziesiąt lat temu.




