
"Citizen Vigilante" Uwe Bolla wpisuje się w renesans skrajnie prawicowych ruchów. Armie Hammer miał być zszokowany ostateczną wersją filmu niemieckiego reżysera. Podobno nie wiedział, w jakim kierunku potoczy się fabuła. Produkcja od samego początku była antyimigrancka, więc raczej trudno jest uwierzyć w pogłoski o reakcji aktora.
"Citizen Vigilante" opowiada o Michaelu Sandersie, Amerykaninie mieszkającym w Europie, który dochodzi do wniosku, że policja i wymiar sprawiedliwości przestały chronić zwykłych obywateli. Niczym komiksowy Punisher zaczyna więc sam wymierzać sprawiedliwość – z początku bierze za cel muzułmańskich migrantów powiązanych z przestępczością, a później mści się na skorumpowanych politykach i innych przedstawicielach niedziałającego systemu.
Niskobudżetowy film Uwe Bolla, twórcy kiepskich adaptacji gier, bawi się rzeczywistością zachodnich państw, ukazując samosąd jako narzędzie sprawiedliwości. "Citizen Vigilante" bezrefleksyjnie pomija krytykę tego, do czego mogą prowadzić bezprawie i słabe rządy. Grany przez Armiego Hammera ("Kryptonim U.N.C.L.E.") – odrzuconego przez Hollywood gwiazdora – antybohater częściej bije w dół niż w górę, stając się marną kopią V z komiksu "V jak Vendetta". Niemiecki reżyser nie dorasta do pięt Alanowi Moore'owi.
Armie Hammer miał płakać, gdy oglądał "Citizen Vigilante"
Armie Hammer to persona non grata w Fabryce Snów. Po aferze wokół prywatnych wiadomości, a także oskarżeniach o kanibalizm i napaść, jego kariera aktorska podupadła, a miała naprawdę duży potencjał (wystąpił m.in. w "Tamtych dniach, tamtych nocach" Luki Guadagnino). "Citizen Vigilante" mógł być dla aktora deską ratunku.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Jak podaje serwis Puck, Hammer miał być rozczarowany finałową wersją filmu, którego został twarzą. Osoby z bliskiego otoczenia sugerują, że gwiazdor miał płakać podczas pierwszego seansu "Citizen Vigilante". Podobno nazwał produkcję "obrzydliwą" i "pełną nienawiści". – To nie tak, że wysłano mu stustronicowy scenariusz. Kiedy zobaczył gotowy produkt, pomyślał: "To nie był film, który myślałem, że zrobiliśmy" i wpadł w szał – donosi źródło.
Najbardziej kontrowersyjny film 2026 roku zbiera pochwały ze strony prawicy, choć jego realizacja i scenariusz stawiają go na gorszej pozycji niż niejedna nagrodzona Złotą Maliną produkcja. Boll stworzył moralnie płytki thriller, w którym prawdziwy problem dotyczący systemu nie ma szans w pełni wybrzmieć. Czarno-biała narracja jest napędzana nienawiścią i nie konfrontuje widza z jego własnymi uprzedzeniami. Biorąc pod uwagę dorobek artystyczny Bolla, marzenia o wielkim powrocie Hammera już na starcie były spalone.
"Na tym właśnie polega największy problem z 'Citizen Vigilante'. Owszem, kino ma prawo prowokować i podejmować niewygodne tematy, a kryzys migracyjny to bez wątpienia jedno z najtrudniejszych wyzwań współczesnej Europy. [...] W filmie Bolla nie ma miejsca na niuanse, a narracja jest prymitywna: imigrant popełnia zbrodnię wyłącznie dlatego, że jest imigrantem, a jedynym rozwiązaniem jest jego likwidacja" – pisała wcześniej w naTemat Ola Gersz.


