Zespół Kat
Na scenę powraca Kat. mat. prasowe

Kat, legendarny polski zespół metalowy, właśnie ogłosił, że jeszcze w tym roku wyda nowy album. Problem polega na tym, że od ponad 20 lat nikt nie czeka na jego wydawnictwa. Na krążku zabraknie głosu oryginalnego wokalisty grupy.

REKLAMA

Zespół Kat przekazał swoim fanom, że jeszcze w tym roku będą mogli posłuchać jego nowej muzyki. Tylko czy ktoś w ogóle na nią czeka?

Kat, czyli historia o tym, jak zmarnować swój potencjał

Zespół Kat to legenda polskiego metalu. Niektórzy twierdzą, że w latach 80. była to odpowiedź na brytyjski Venom, inni idą o parę kroków dalej i rzucają inną, większą nazwą – Metallica (która swoją drogą zagrała niedawno w Polsce).

Te komplementy skierowane do Kata są w pewnym sensie zasłużone. Jego debiut, "Metal and Hell" (i jego polskojęzyczna wersja, "666"), miał zainspirować do grania takich muzyków jak choćby Adam 'Nergal' Darski z Behemotha, czyli z jednego z 5 polskich zespołów metalowych, które podbiły świat. Porównania do Metalliki też są na miejscu. Gdy posłuchamy drugiego albumu zespołu, "Oddechu wymarłych światów", usłyszymy wyraźny wpływ twórczości Jamesa Hetfielda na Polaków. Tyle że mowa o muzyce, gdyż wokalnie, a szczególnie tekstowo to już inna bajka. A właściwie przerażająca klechda o diabłach i wiedźmach.

I tu dochodzimy do powodów dawnego fenomenu Kata. Synergia gitarowego kunsztu Piotra Luczyka, głosowych możliwości i pióra Romana Kostrzewskiego sprawiła, że powstał zespół naprawdę wyjątkowy. Niby grający popularny wtedy thrash metal, ale utopiony w szatańskiej, złowrogiej atmosferze. Strach było słuchać tego przy rodzicach!

Kolejne lata pokazały jednak, że mocne osobowości rzadko potrafią ze sobą współpracować. Grupa a to rozpadała się, a to schodziła, tworząc raz bardzo dobre ("Bastard"), raz intrygujące ("Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach"), czy wreszcie niezbyt udane krążki ("Szydercze zwierciadło"). Przełom nastąpił w 2004 r., gdy Kostrzewski ostatecznie odszedł z Kata i założył swój zespół o nazwie... Kat & Roman Kostrzewski.

Od tego czasu oba Katy wydawały swoje albumy studyjne, ale ani legendarny wokalista nie potrafił bez Luczyka stworzyć coś na miarę choćby "Róży...", a już tym bardziej gitarzysta nie zdołał znaleźć tak wyjątkowego frontmana jak Kostrzewski. Szanse na reaktywację zespołu w najsłynniejszym składzie zniknęły wraz ze śmiercią tego ostatniego w 2022 roku.

Dalsza część artykułu poniżej.

Powrót z nową muzyką

W ostatnich dniach fani zespołu mogli znaleźć na fanpage'u grupy wpis, z którego wynikało, że jeszcze w tym roku poznamy nowe utwory Luczyka (który skończył właśnie 62 lata). "Zespół Kat ogłasza premierę swojego nowego albumu. Rok 2026 nie jest przypadkowy. Dokładnie 40 lat temu, w 1986 roku, Kat wydał swój pierwszy album – 'Metal and Hell'. Ta płyta odmieniła życie wielu ludzi, a przede wszystkim Piotra i pozostałych członków zespołu. To właśnie wtedy wszystko się zaczęło", czytamy.

Zdaniem autora postu, "dlatego rok 2026 jest idealnym momentem, aby ponownie otworzyć Katowską księgę zapisaną nutami i oddać jej kolejny rozdział w ręce fanów".

"Szczegóły dotyczące listy utworów oraz oficjalnej daty premiery zostaną ujawnione w nadchodzących tygodniach. Tytuł albumu, okładka oraz wszystkie informacje zostaną zaprezentowane wraz z premierą pierwszego oficjalnego singla, któremu towarzyszyć będzie teledysk", podsumowano.

Obecnie mikrofon w grupie trzyma Jakub "Qbek", a ostatnią płytą Kata jest album "The Last Convoy" z 2020 roku. Poprzednie krążki nie były szczególnie udane. "Mind Cannibals" z 2005 r. było próbą przedefiniowania stylu zespołu na bardziej nowoczesny. "Without Looking Back" zawierał pompatyczny, inspirowany latami 70. i 80. heavy metal.

Nie są to może wydawnictwa, które przynoszą grupie jakiś wielki wstyd, ale daleko im do tego, co potrafiła ona nagrać pod koniec lat 80. XX wieku. I wątpliwe, by nowa płyta coś na tym polu zmieniła.