Freddy Krueger w filmie "Koszmar z ulicy Wiązów"
Hollywood wskrzesza "Koszmar z ulicy Wiązów". Po co? Fot. materiał prasowy

Hollywood od dłuższego czasu odgrzewa stare tytuły. Praktyka ta dopadła również horror. Niebawem na małym i dużym ekranie zobaczymy nie tylko nowe wersje "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" oraz "Piątku, trzynastego". Producenci z Fabryki Snów dorwali też Freddy'ego Kruegera. Nie rozumiem, po co, skoro oryginalne filmy grozy przeżywają swój rozkwit.

REKLAMA

Zamiłowanie hollywoodzkich producentów do filmów, które w przeszłości przyniosły im zyski i dorobiły się sporego grona wielbicieli, staje się powoli męczące. Zewsząd otaczają nas remake'i, rebooty, prequele, sequele i spin-offy, choć wyniki Box Office coraz częściej pokazują, że widzowie są spragnieni nowych pomysłów na srebrnym ekranie (wystarczy spojrzeć na zaadaptowaną pierwszy raz książkę "Projekt Hail Mary" Andy'ego Weira).

Kino grozy zalała i nadal będzie zalewać nostalgia. Sukces produkcji pokroju "Obsesji" Curry'ego Barkera czy "Backrooms. Bez wyjścia" Kane'a Parsonsa nikomu nie obiecał, że w najbliższym czasie Hollywood otworzy się na amatorów i ich nieujarzmione jeszcze przez branżę wizje. Za oceanem co rusz pojawiają się ogłoszenia o powrocie do horrorów z dawnych lat, których nie potrafię pojąć. Próby wskrzeszenia dawnych franczyz rzadko kiedy były spełnieniem marzeń fanów.

"Koszmar z ulicy Wiązów" dostanie reboot. Hollywood nie pozwala Freddy'emu Kruegerowi odejść na emeryturę

Po zapowiedzi serialu "Crystal Lake", który powstał na podstawie "Piątku, trzynastego", przyszła pora na spotkanie z innym psychopatycznym mordercą. Po prequelu poświęconym genezie Jasona Voorheesa miłośnicy horrorów obejrzą zapowiedziany właśnie remake "Koszmaru z ulicy Wiązów". Ostatni reboot o Freddym Kruegerze – zabójcy z dłońmi ozdobionymi brzytwami, który poluje na nastolatków we śnie – powstał w 2010 roku i okazał się kasowym sukcesem, pomimo fatalnych recenzji zebranych od krytyków i widzów.

Jak donosi amerykański tygodnik rozrywkowy "Variety", Paramount zawarł umowę przyznającą mu prawa do adaptacji oryginalnego scenariusza "Koszmaru z ulicy Wiązów" Wesa Cravena z 1984 roku. Wdowa po kultowym reżyserze, Iya Labunka, i jego syn, Jonathan Craven, wyprodukują reboot razem z prawnikiem Markiem Toberoffem, który specjalizuje się w sporach dotyczących własności intelektualnej. Film powstanie pod szyldem nowej marki Paramount Pictures, czyli Paramount Primal, którą zarządzają m.in. producenci odpowiedzialni za "Zniknięcia" Zacha Creggera i "Towarzysza" Drew Hancocka.

Zaplecze nowego "Koszmaru z ulicy Wiązów" wygląda obiecująco, jednak pamiętajmy, że większość powtórnych podejść do klasyki kina grozy nie kończy się dobrze (przynajmniej pod kątem scenariusza).

Dalsza część artykułu poniżej.

Czwarta część slashera "Koszmar minionego lata", którą nakręciła w 2025 roku Jennifer Kaytin Robinson ("Zróbmy zemstę"), postawiła franczyzę w niefortunnej pozycji, gdyż z jednego z głównych bohaterów oryginałów uczynił złoczyńcę. "Hellraiser" Davida Brucknera nie wniósł niczego wyjątkowego do serii – występ Jamie Clayton w roli Pinheada był udany, ale nie na tyle zachwycający, aby po latach pozostać na ustach widzów.

Przykładów tego, jak współczesne adaptacje nie radzą sobie z dziedzictwem ikonicznych horrorów, znajdziemy wiele (np. "Oszukać przeznaczenie: Więzy krwi" i "Until Dawn"). Barker, Parsons i Cregger udowodnili, że kinomani mają chrapkę na coś zupełnie nowego. Zyski zyskami, a co z jakością?