
"Deszcze Castamere" z Krwawymi Godami? Nie. "Wichry zimy"? Też nie. "Gra o tron" ma na koncie kilka odcinków, które przeszły do historii telewizji, a te dwa do dziś znajdują się w ścisłej czołówce najlepiej ocenianych epizodów kultowego serialu HBO. Każdy z nich mógłby walczyć o miano tego najlepszego, ale jeśli trzeba wskazać tylko jeden, wybór jest prosty. "Bitwa bękartów" to "Gra o tron" w absolutnie szczytowej formie.
Szósty sezon "Gry o tron" był ostatnim, który jeszcze podobał się widzom i krytykom. Mimo że szczytowym osiągnięciem ekranizacji prozy George'a R.R. Martina były cztery pierwsze sezony, to piąty i szósty, choć nierówne, były o niebo lepsze niż słabiutki siódmy i powszechnie znienawidzony ósmy.
To właśnie z szóstego sezonu pochodzą dwa odcinki oceniane na IMDb na niemal idealne 9,9/10: finałowe "Wichry zimy" oraz poprzedzająca je "Bitwa bękartów". Równie wysoko widzowie oceniają słynne "Deszcze Castamere" z trzeciego sezonu, czyli pamiętny odcinek z Krwawymi Godami. Konkurencja jest więc wyjątkowo mocna.
Zdaniem Bena Sherlocka ze Screen Rant korona należy jednak do dziewiątego odcinka 6. sezonu. Autor nazywa "Bitwę bękartów" szczytowym osiągnięciem nie tylko "Gry o tron", ale wręcz fantasy i telewizji. I trudno się z nim nie zgodzić.
Dalsza część artykułu poniżej.
Jak dobrze pamiętasz "Grę o tron"?
1 / 17 Na początek coś łatwego: kto to?
Fot. HBO
"Bitwa bękartów" to najlepszy odcinek "Gry o tron"
Tytułowa bitwa, w której Jon Snow (Kit Harrington) staje naprzeciwko Ramsaya Boltona (Iwan Rheon), jest jednym z najbardziej spektakularnych widowisk, jakie kiedykolwiek pokazano na małym ekranie. Nie chodzi wyłącznie o rozmach, setki statystów, konie, błoto i krew. Jak zauważa Sherlock, najlepsze fantasy robi dwie rzeczy jednocześnie: przenosi nas do zupełnie innego świata i opowiada o emocjach, które są całkowicie uniwersalne. "Bitwa bękartów" robi jedno i drugie niemal perfekcyjnie.
Bitwa Jona i Ramsaya jest tak emocjonująca, bo serial przygotowywał nas do niej przez wiele odcinków. Ramsay zdążył zapracować sobie na miano jednego z najbardziej znienawidzonych bohaterów Westeros (i w ogóle całej telewizji), a niemal każdy uwielbiał Jona Snowa. Na to starcie dobra ze złem czekaliśmy od dawna.
Dlatego kiedy armie wreszcie ruszają na siebie, nie oglądamy anonimowych żołnierzy walczących o kawałek ziemi. Doskonale wiemy, kto stoi po obu stronach i co oznacza zwycięstwo każdej z nich. Oczywiście kibicujemy Jonowi i Sansie.
Sama bitwa do dziś jest spektakularna. Szczególnie pamiętna jest scena, w której Jon Snow samotnie stoi na polu walki, a w jego kierunku pędzi kawaleria Boltona. Później zaczyna się chaos: bohater niemal tonie w tłumie walczących ludzi, a widz razem z nim traci orientację i poczucie kontroli. Zamiast efektownej, uporządkowanej choreografii dostajemy brutalne, klaustrofobiczne doświadczenie wojny, które doskonale pokazał też "Rycerz Siedmiu Królestw".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Ale "Bitwa bękartów" daje też coś, czego "Gra o tron" wyjątkowo często odmawiała swoim widzom: satysfakcję. Po sezonach oglądania, jak dobrzy bohaterowie giną albo cierpią, tym razem serial pozwala wreszcie triumfować właściwej stronie. Jon wygrywa, Winterfell wraca w ręce Starków, a psychopatyczny Ramsay Bolton dostaje wyjątkowo brutalną karę z rąk Sansy Stark, której wcześniej zgotował piekło.
"Wichry zimy" mogą zachwycać znakomicie skonstruowanym początkiem z wysadzeniem Wielkiego Septu Baelora i genialną muzyka Ramina Djawadiego, a "Deszcze Castamere" na zawsze pozostaną jednym z największych telewizyjnych szoków XXI wieku. "Battle of bastards" ma jednak wszystko naraz: spektakl, emocje, napięcie, świetne aktorstwo i finał wielowątkowej historii, na który dlugo czekaliśmy. "Rodowi smoka", choć ma znakomite sceny, w tym widowiskową bitwę w Gardzieli, trudno będzie dorównać starciu Snowa z Boltonem.




