
Zespół Megadeth miał kończyć karierę. Nagrał rzekomo ostatnią płytę, obecnie objeżdża świat w ramach pożegnalnej trasy. Problem w tym, że tour może potrwać jeszcze długo, co zresztą wpisuje się w pewien przykry trend na szeroko pojętej rockowej scenie.
Grupa Megadeth ogłosiła, że kończy działalność. Otrzymaliśmy już jej pożegnalny album studyjny, muzycy zagrali koncert na Mystic Festival 2026 (również w założeniu na pożegnanie) i... właśnie dowiadujemy się, że pojawi się w Polsce ponownie: 2 kwietnia 2026 r. w krakowskiej Tauron Arenie. Jako supporty zagrają grupy Black Label Society i Testament. Czy więc zespół Dave'a Mustaine'a dołączy do niesławnego grona tych formacji, które ogłaszają koniec kariery, a następnie przez długie lata grają "pożegnalne" trasy?
Scorpions, czyli pożegnanie trwające 16 lat
Scorpions w 2010 roku ogłosili, że kończą karierę. Zespół rozpoczął trasę, która miała być pożegnaniem z fanami. Problem w tym, że zainteresowanie koncertami było ogromne. Muzycy szybko zmienili więc zdanie: jednak pozostaną na scenie!
A przynajmniej taka jest oficjalna wersja, bo ktoś cyniczny mógłby zasugerować, że ogłaszanie tour granego na pożegnanie to świetny chwyt marketingowy, który pozwala sprowadzić na koncerty ogromne tłumy. W końcu to "ostatnia" szansa, by usłyszeć rockowe hymny Niemców na żywo!
Wpisywałoby się to w inny trend: wznawiania starych płyt w drogich, ekskluzywnych wersjach.
Od 2010 r. zespół nagrał jeszcze albumy "Sting in the Tail", "Return to Forever" i "Rock Believer". I oczywiście zagrał niezliczone ilości koncertów. Do dziś kontynuuje działalność.
Slayer, czyli metalowa legenda jednak wraca!
Koledzy Megadeth ze Slayera (tak, ci, którzy lubią śpiewać o seryjnych mordercach) też mają problem z zakończeniem przygody z muzyką. W 2019 r. zespół oficjalnie zakończył karierę po dużej trasie pożegnalnej (w jej ramach zagrał w Polsce aż dwa koncerty). Od tego czasu nie nagrał żadnej płyty studyjnej, ale w 2024 r. niespodziewanie ogłosił, że powraca na scenę. W praktyce oznaczało to pojedyncze koncerty czy występy na większych festiwalach.
Skąd taka zmiana? Orędownikiem powrotu miał być gitarzysta Kerry King, a wokalistę Toma Aray'ę (drugiego oryginalnego członka zespołu) namówić miała jego... żona. W efekcie fani thrash metalu mogą jeszcze okazjonalnie oglądać legendarną grupę na żywo.
Choć, jak mówią fani rocka, tylko krowa i AC/DC nie zmieniają zdania, pewien niesmak jednak pozostał.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Budka Suflera, czyli Polacy też nie potrafią zakończyć kariery
Teraz polski przykład. W styczniu 2014 r. muzycy Budki Suflera poinformowali na Facebooku, że grupa z końcem roku kończy działalność. Zagrali pożegnalne koncerty i każdy z nich poszedł w swoją stronę.
W 2019 r. jednak zespół został reaktywowany. I to w nieco zaskakującym składzie: Romuald Lipko, Tomasz Zeliszewski, Mieczysław Jurecki, Dariusz Bafeltowski, Piotr Bogutyn i Robert Żarczyński. Ten ostatni stanął za mikrofonem. Tak, legendarna grupa powróciła na scenę bez Krzysztofa Cugowskiego!
Zespół gra do dziś, choć jest cieniem samego siebie sprzed lat. Sami muzycy chyba wzajemnie też za sobą nie przepadają. O powrocie oryginalnego frontmana nie ma mowy, on sam w bardzo cierpki sposób wypowiada się na temat byłych kolegów.




