scena z 1670
Dlaczego "1670" działa na współczesnego widza? Mat. prasowy

Serial "1670" okazał się wielkim sukcesem. Na tyle dużym, że doczekaliśmy się już trzech jego sezonów. Co jednak tak mocno podziałało na współczesnego widza w tej wizji XVII-wiecznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów?

REKLAMA

Wieki mijają, a Polska się nie zmienia. Chyba to chcą nam przekazać twórcy "1670". Co dokładnie tak mocno rezonuje ze współczesnym polskim widzem i sprawiło, że serial stał się fenomenem?

Kult wyjątkowości

Jednym z głównych tematów netfliksowego "1670" jest sarmackie przekonanie, że Polska jest krajem szczególnym i wyjątkowym, a oni sami są niemal boskimi wybrańcami. I jest to poniekąd zgodne z prawdą. Do dziś przebłyski tego są dostrzegalne w debacie publicznej w Polsce.

Na tym podobieństwa się nie kończą. Szlachta ani myślała o reformowaniu przestarzałego systemu państwowego, co doprowadziło w końcu do upadku całej Rzeczypospolitej. Ładnie koresponduje to z tym, co mamy dziś. Rządy boją się przeprowadzania radykalnych reform. Co prawda nie tyle z powodu zachwytu nad naszym ustrojem, ale strachem przed zmianą, która mogłaby wpłynąć polityczne status quo. Zresztą z sarmatami było podobnie.

Dalsza część artykułu poniżej.

Plebs i my, ci lepsi

Rzeczpospolita Obojga Narodów była państwem, w którym ogromną rolę odgrywała szlachta. Choć stanowiła niewielką część społeczeństwa, przez wieki wywalczyła dla siebie ogromne przywileje polityczne i ekonomiczne.

W "1670" przeciętny szlachcic to człek próżny, skupiony na swoim majątku i przekonany o własnej racji. Trudno nie połączyć tego z polskimi politykami, którzy – oczywiście w pewnym uproszczeniu – myślą tylko o sobie, zarabiania kasy i stołkach. Reszta społeczeństwa się liczy, ale głównie w dniu wyborów. Szlachcice nie mieli nawet tego problemu!

Łączy się to zresztą z podziałem społecznym XVII-wiecznej Polski, która w sporej mierze była państwem folwarcznym. Bogactwo szlachty opierało się na pracy chłopów, którzy mieli bardzo ograniczone prawa. Serial pokazuje absurd tego systemu: ludzie żyjący obok siebie funkcjonują właściwie w dwóch różnych światach.

I dziś nierzadko bywa podobnie. Obok zwykłych ludzi istnieją celebryci, politycy, których zajęcie polega na chodzeniu po mediach i zasiadaniu w Sejmie. To generuje poczucie, że elity nie rozumieją życia większości społeczeństwa. I to samo mamy w "1670".

Wieczne polskie kłótnie

Jednym z powodów popularności serialu jest pokazanie polskiej skłonności do sporów. Właściwie to motyw podkradziony scenarzystom "Samych swoich", ale jakże trafny!

W Rzeczypospolitej szlacheckiej kłótnie potrafiły paraliżować państwo. Liberum veto, prywatne ambicje magnatów i konflikty między rodami często były ważniejsze niż interes państwa. Mało tego, przecież stałe spory Jana Pawła z Andrzejem świetnie obrazują polską skłonność do swar. Temu pierwszemu nawet nie przychodzi przez myśl, by poprosić drugiego o wsparcie w prowadzeniu jego upadającej części Adamczychy!

Dlaczego absurd działa tak dobrze?

"1670" korzysta też nieco z formuły znanej m.in. z mockumentów, czyli produkcji udających dokument. Bohaterowie zachowują się momentami tak, jakby grali w reality show. Lubią też mówić do kamery, dzieląc się swoimi niekoniecznie mądrymi przemyśleniami.

To właśnie kontrast jest kolejnym elementem, który tworzy fenomen serialu. A to szlachcic mówi językiem współczesnego przedsiębiorcy, a to XVII-wieczne konflikty przypominają dzisiejsze dyskusje polityczne.

Największy może jednak paradoks polega na tym, że serial wyśmiewa ten okres historyczny, który Polacy kochają. Przecież gdzieś tam w tle szablą machają tu bohaterowie sienkiewiczowskiej trylogii. Tyle że twórca "Pana Wołodyjowskiego" mocno wyidealizował XVII-wieczną Rzeczpospolitą, twórcy "1670" pokazali jej najmroczniejsze strony. Choć w bardzo zabawny sposób.

Trzeci sezon produkcji jest już dostępny na Netfix.