
Filmy animowane rosną w oczach widzów, którzy dotąd utożsamiali je wyłącznie z medium dla dzieci. "Kroniki lasu. Wildwood" są kolejnym przykładem, dlaczego animacje są sztuką samą w sobie. Nadchodząca produkcja od studia, które własnoręcznie ulepiło "Koralinę i tajemnicze drzwi", z całą pewnością zostanie dostrzeżone przez Amerykańską Akademię Filmową. Liczę, że odniesie sukces na miarę "K-popowych łowczyń demonów".
"Kroniki lasu. Wildwood" Travisa Knighta – reżysera "Kubo i dwóch strun" oraz live action "Władcy Wszechświata" – jest animacją poklatkową. Takie filmy, choć wymagają mnóstwa czasu i ciężkiej pracy, są warte zachodu. Amerykańskie studio LAIKA, które ożywiło "Koralinę" na podstawie powieści Neila Gaimana, sięgnęło tym razem po wzruszającą serię książek Colina Meloya, lidera zespołu The Decemberists. High fantasy miesza się tutaj z low fantasy. Efekt? Dreszcze na całym ciele.
"Kroniki lasu. Wildwood" sięgną po Oscara? Nawet krytycy animacji poklatowej dostrzegą w nich piękno
Portland w stanie Oregon – to od miejsca dobrze znanego Meloyowi zaczyna się epicka przygoda. Prue McKeel zabiera młodszego brata Maca na plac zabaw, nie przewidując scenariusza, w którym za kilka minut porwie go stado wron. Niestety dzieje się niemożliwe. Dziewczynka wie, że ptaki poleciały w kierunku lasu, który dzieciom w jej wieku wydaje się przerażający. Prue razem z kolegą z klasy, Curtisem Mehlbergiem, wyrusza w podróż, by ocalić brata, napotykając w Nieprzejezdnej Dziczy magię i mrok.
Jak pisałam wcześniej, pierwszy zwiastun "Wildwood" w ciągu dwóch minut zdołał wzruszyć mnie do łez, i nie sądzę, by jedynym powodem tej reakcji była prorocza piosenka M83 "My Tears Are Becoming A Sea" lecąca w tle. Nie ma nic wspanialszego niż widok dbałości o detale i delikatności, z jaką animatorzy obchodzili się z kruchymi laleczkami, w które tchnęli życie.
Druga zapowiedź animacji jest równie zachwycająca i daje widzowi szerszy obraz fantastycznego świata, który w Polsce będziemy mogli poznać od 1 stycznia 2027 roku. W trailerze czuć ryzyko, smutek i odwagę. "Wildwood" prezentuje się jako dzieło, które emocjonalnie nas przemieli.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Poklatkowy sposób realizacji tej animacji nie powinien zagrozić jej w wyścigu po Oscara. W przeszłości Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej doceniła pieczołowitą i delikatną pracę tego typu animatorów. W latach 2005 i 2022 po złotą statuetkę sięgnęli "Wallace i Gromit: Klątwa królika" oraz "Guillermo del Toro: Pinokio".
Przeszkodą na drodze do sukcesu "Kroniki lasu. Wildwood" może być ta część widowni, u której brak płynności animacji poklatkowej wywołuje efekt podobny do doliny niesamowitości (oryg. uncanny valley). Liczę jednak, że miłośnicy animowanych produkcji ruszą tłumnie do kin i zadbają o to, by studio LAIKA mogło cieszyć się takim uznaniem jak "K-popowe łowczynie demonów" Netflixa. Miałam do czynienia jedynie ze zwiastunami adaptacji książek Colina Meloya, ale widzę wyraźnie, że twórcy włożyli w nie całe serce.
Dalsza część artykułu poniżej.
QUIZ: Czy rozpoznasz bajkę Disneya po jednym kadrze?
1 / 15 Co to za film?
Fot. materiał prasowy
Dodajmy, że głosu w "Wildwood" użyczyli m.in. Peyton Elizabeth Lee ("Misja: Bal"), Jacob Tremblay ("Pokój"), Carey Mulligan ("Obiecująca. Młoda. Kobieta"), Mahershala Ali ("Moonlight"), Angela Bassett ("Tina"), Richard E. Grant ("Ta inna siostra Bennet") i Tom Waits ("Truposze nie umierają").




