
"Więzień" w reżyserii Cala McMaua właśnie wskoczył na drugie miejsce rankingu oglądalności HBO Max. Brytyjski dramat więzienny króluje na platformie streamingowej nie bez powodu. Obsadę poprowadziły dwie obiecujące gwiazdy młodego pokolenia Hollywood. Jedna z nich niebawem założy strój superbohatera z Wakandy, a druga miała okazję zagrać największego drania w "Igrzyskach śmierci".
Brytyjczycy potrafią bez ogródek obchodzić się z komentarzami społecznymi w swoich filmach. "Więzień" to pełnometrażowy debiut Cal McMaua ("The Brotherhood"), który stanowi surową i naturalistyczną krytykę brytyjskiego systemu więziennictwa. Dramat próbuje odpowiedzieć na pytanie o to, czy w warunkach wszechobecnego bezprawia, jakie panuje w zakładach karnych, resocjalizacja jest w ogóle możliwa. Więźniowie w kamerze operatora Lorenza Levriniego ("Nightmare Box") są organizmem, którego cykl życia przypomina błędne koło.
"Więzień" podbija HBO Max. Głośny film demonstruje możliwości nowego pokolenia aktorów
"Więzień" dołącza do bogatego repertuaru dramatów więziennych, w którym od lat rządzą takie filmy jak "W imię ojca" Jima Sheridana, "Skazani na Shawshank" Franka Darabonta oraz "Głód" Steve'a McQueena. Czym dzieło Cala McMaua wyróżnia się na tle reszty? Przede wszystkim jest przekrojem współczesnego wyspiarskiego półświatka i pokazuje możliwości nowej fali aktorskich talentów.
Historia skupia się na Taylorze, więziennym kucharzu, który odsiaduje 13-letni wyrok za handel narkotykami i nieumyślne spowodowanie śmierci. Długi pobyt za kratkami sprawił, że mężczyzna nie miał szansy zobaczyć na własne oczy, jak jego syn dorasta. Chcąc uciec od ponurych realiów, jakie panują w jego bloku więziennym, bohater często sięga po substancje odurzające. Pewnego dnia do jego celi wprowadza się Dee, który pragnie, by jego współwięźniowie ukorzyli się przed nim. Nowy kolega służy Taylorowi pomocą, ale jego uprzejmość ma swoją cenę.
Na pierwszy plan wysuwają się David Jonsson i Tom Blyth – przedstawiciele młodego pokolenia brytyjskiej szkoły aktorstwa, których talent coraz częściej zaczyna dostrzegać Hollywood. Pierwszy z aktorów był jednym z najjaśniejszych punktów serialu "Branża" Mickeya Downa i Konrada Kaya, interquela "Obcy: Romulus" Fede'a Alvareza i adaptacji "Wielkiego marszu" Stephena Kinga. Drugi zaś musiał zmierzyć się z dziedzictwem roli Coriolanusa Snowa, którego w oryginalnej serii "Igrzysk śmierci" zagrał Donald Sutherland. W "Balladzie ptaków i węży" Blyth wcielił się w nastoletnią wersję przyszłego prezydenta dystopijnego Panem.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W "Więźniu" dynamika między postaciami granymi przez Jonssona oraz Blytha jest na tyle gęsta, że staje się główną siłą napędową scenariusza. Nic dziwnego, że Fabryka Snów uważnie obserwuje poczynania tej dwójki. Gwiazdorowi "Branży" już zapewniono posadę w Marvel Cinematic Universe – zostanie nową Czarną Panterą u Ryana Cooglera ("Grzesznicy").
"Choć dzieło McMaua nigdy nie wychodzi poza tezę przewodnią tego typu filmów – więzienie to piekło i zawodzi nas wszystkich – to instynktowna energia, z jaką ją prezentuje, jest ogromnie imponująca i zadziwiająco napięta. To występy Jonssona i Blytha sprawiają, że 'Więzień' jest tak wciągający" – napisał John Nugent w recenzji na łamach brytyjskiego magazynu "Empire".




