Elijah Wood jako Frodo Baggins w filmie "Władca Pierścieni: Dwie wieże"
"Władca Pierścieni" i przełomowe użycie AI. Ta historia wraca dziś ze zdwojoną siłą Fot. materiał prasowy

"Władca Pierścieni" Petera Jacksona wyprzedzało swoje czasy, wykorzystując sztuczną inteligencję przy tworzeniu scen akcji. W "Dwóch wieżach", w których nowozelandzki reżyser ukazał epicką bitwę o Helmowy Jar, mogliśmy poczuć potencjał drzemiący w AI. Po oprogramowanie sięgnęli później inni twórcy kina i telewizji.

REKLAMA

Hollywood bada grunt i coraz odważniej stawia kroki w kierunku sztucznej inteligencji. Niedawno podczas branżowego konwentu CinemaConu w Las Vegas zaprezentowano pierwszą zapowiedź westernu "As Deep as the Grave", w którym dzięki zaawansowanej technologii udało się wskrzesić Vala Kilmera. Widownia słusznie obawia się przyszłości kina, ale należy pamiętać, że już dwie dekady temu trylogia "Władcy Pierścieni" wspomagała się AI. To były jednak nieco inne czasy, a jej twórcy w ogóle nie lekceważyli ludzkiego czynnika w sztuce.

Sztuczna inteligencja w filmie "Władca Pierścieni: Dwie wieże"

W drugiej części "Władcy Pierścieni" – "Dwóch wieżach"Peter Jackson ("Martwica mózgu") powierzył sztucznej inteligencji rolę cichego gracza w niezapomnianej bitwie o Helmowy Jar, która była pierwszą sekwencją o tak dużej skali, przygotowującą widzów do jeszcze większego starcia na polach Pelennoru w "Powrocie Króla". Stworzone przez Stephena Regelousa oprogramowanie MASSIVE posłużyło w kontynuacji przygód Froda Bagginsa i Drużyny Pierścienia do generowania armii.

Początki MASSIVE w Śródziemiu pozostawiały wiele do życzenia. We wczesnych symulacjach część żołnierzy uciekała z planszy przeznaczonej do walki, co zrodziło oczywiście pytanie, czy sztuczne twory mogły być świadome swojej przegranej pozycji w starciu pod dawną gondorską twierdzą.

Chcąc uniknąć schematów, twórcy oprogramowania – po długich testach – zastosowali w swych projektach tzw. "logikę rozmytą", pozwalającą na to, by każda interakcja w wąwozie Gór Białych była niepowtarzalna.

"Jeśli wedle tradycyjnej logiki coś jest albo prawdą, albo fałszem, w ujęciu logiki rozmytej dopuszczalne są możliwości pośrednie. W przypadku Massive oznacza to, że jeśli ork podchodzi do elfa, istnieje wiele opcji, w jaki sposób ci dwaj 'agenci' walczą ze sobą. [...] Pomnóż to przez tysiąc, a żadne dwie interakcje nie zostaną skopiowane" – tak nowatorską technikę omawiała Erin Carson z technologicznego serwisu CNet.

Dalsza część artykułu poniżej.

Na przełomie wieków takie wykorzystanie sztucznej inteligencji nie było traktowane jako rażące, tym bardziej że ograniczało się ono jedynie do tła. Peter Jackson już wcześniej zrozumiał, że zatrudnienie statystów sprawiłoby wiele kłopotów – nie tylko finansowych, ale i logistycznych.

Przemysł filmowy w Nowej Zelandii nie należał do najprężniej rozwijających się, każdy statysta wymagał oddzielnych kostiumów i charakteryzacji, a dodatkowy problem stanowił brak odpowiedniej liczby ludzi na planie (w połowę Rohirrimów wcieliły się kobiety, którym dla zmyłki doklejono sztuczne brody).

W ostatnich latach symulację tłumu zrewolucjonizowaną przez MASSIVE wykorzystano m.in. w serialu "Gra o tron" na podstawie prozy George'a R.R. Martina (w odcinku "Bitwa Bękartów"), filmie "Avengers: Koniec gry" (finałowa walka z Thanosem) i oscarowym "Życiu Pi" Anga Lee (w scenie z latającymi rybami).