The Boroughs
"The Boroughs" musi dostać 2. sezon Fot. Netflix

"The Boroughs" to cudowny serial Netfliksa, który zachwycił widzów i krytyków, a w polskiej topce utrzymuje się od ponad dwóch tygodni. Jednak prawdziwym powodem, dla którego ta historia potrzebuje drugiego sezonu, nie są nadprzyrodzone tajemnice czy tęsknota za "Stranger Things". To rewolucyjny manifest przeciwko popkulturowemu wykluczeniu, który na pierwszy plan wysuwa bohaterów w wieku emerytalnym. W dodatku każe im ratować świat.

REKLAMA

"The Boroughs" autorstwa Jeffreya Addissa i Willa Matthewsa ("Ciemny kryształ: Czas buntu") rozgrywa się w pozornie sielskim osiedlu dla seniorów na pustyni w Nowym Meksyku, którego spokój zostaje pewnego dnia zaburzony. Nowy mieszkaniec, pogrążony w żałobie Sam, odkrywa mroczny sekret społeczności. Wraz z grupą outsiderów musi pokonać zło, które okazuje się zupełnie czymś innym, niż się początkowo wydawało.

Serial, którego producentami wykonawczymi są ojcowie "Stranger Things", bracia Dufferowie, zgromadził wybitną starą gwardię aktorstwa: Alfreda Molinę ("Poszukiwacze zaginionej Arki"), Geenę Davis ("Thelma i Louise"), Billa Pullmana ("Ja cię kocham, a ty śpisz"), Alfre Woodard ("Luke Cage"), Denisa O'Hare'a ("American Horror Story") i Clarke'a Petersa ("The Wire").

Udał się wyśmienicie. Klimat "Stranger Things" i filmów słynnej wytwórni filmowej Amblin Entertainment (której zawdzięczamy tak kultowe produkcje, jak "E.T." Stevena Spielberga, "Goonies" Richarda Donnera i "Arachnofobia" Franka Marshalla) porwał krytyków i widzów. Na Rotten Tomatoes serial sci-fi ma znakomite oceny: 97 procent pozytywnych recenzji i 80 procent pochlebnych opinii publiki.

logo
Fot. Netflix

Czy będzie 2. sezon "The Boroughs"? Powinien, bo rzadko oglądamy emerytów ratujących świat

Klimatyczna, zabawna i wciągająca produkcja miała premierę 21 maja. Choć serial wskoczył do top 10 najpopularniejszych seriali na świecie (nieprzerwanie się w polskiej topce), to oficjalnej decyzji o drugim sezonie "The Boroughs" wciąż brak. A jest on potrzebny jak mało co z prostego powodu: na ekranach wciąż jest za mało starości.

W amerykańskiej telewizji główni bohaterowie w wieku 70+ wciąż należą do rzadkości. Hollywood przez lata cierpiało na głęboki ageizm, skupiając się niemal wyłącznie na widzu od 18 do 49 lat. Jak zakładano, taki widz nie chce oglądać "dziadków". Seksizmu też nie brakowało (i wciąż nie brakuje): starsi faceci częściej dostawali ciekawe role, niż starsze kobiety, które zwykły pojawiały się w roli teściowych z piekła rodem albo nadopiekuńczych babć.

Na szczęście sytuacja na rynku wygląda znacznie lepiej niż dekadę temu. Przełomem okazał się serial "Grace i Frankie" z Jane Fondą i Lily Tomlin, który udowodnił, że opowieść o kobietach po siedemdziesiątce może utrzymać się w ramówce przez siedem sezonów. Dzięki dwóm przyjaciółkom-seniorkom platformy streamingowe w końcu dostrzegły potencjał w starszych aktorach oraz dojrzałej widowni.

logo
Fot. Netflix

Widzowie pokochali słodko-gorzki komediodramat "The Kominsky Method" z Michaelem Douglasem i Alanem Arkinem; rewelacyjne (i niedawno zakończone po pięciu sezonach) "Hacks" z Jean Smart, czterokrotnie nagrodzoną Emmy za rolę legendy komedii, która chce pozyskać młodszą widownię; a także kosmiczne przygody emerytowanego dowódcy w "Star Trek: Picard" z Patrickiem Stewartem. Nawet w hitowych "Zbrodniach po sąsiedzku", mimo obecności 33-letniej Seleny Gomez, prawdziwym motorem napędowym są absolutne legendy komedii – Steve Martin oraz Martin Short.

"The Boroughs" idzie jednak o krok dalej i całkowicie odczarowuje dotychczasowe schematy, zrywając z wizerunkiem seniorów zamkniętych wyłącznie w ramach komedii czy dramatów obyczajowych.

Przez lata Hollywood karmiło nas schematem, w którym świat ratują nastolatkowie na rowerach albo muskularni trzydziestolatkowie w pelerynach. Widok Geeny Davis, Alfreda Moliny czy Alfre Woodard walczących z potworami z innego świata zrywa z tą wyświechtaną kliszą. "The Boroughs" udowadnia, że aktorzy po siedemdziesiątce mogą z powodzeniem unieść sci-fi, horror i kino akcji. I też mogą ratować świat.

Dalsza część artykułu poniżej.

Dostajemy bohaterów z bagażem życiowych doświadczeń, chorób, traum i specyficznego, dojrzałego humoru. Chcą ratować swoich sąsiadów i pokonać zło, choć podczas eksploracji tajemniczych tuneli łapią zadyszkę, muszą pamiętać o codziennych lekach, a z większej wysokości nie zejdą bez niczyjej pomocy. Wcale ich to nie zatrzymuje. To odświeżające i, paradoksalnie, bardzo nowoczesne. I bardzo ważne dla reprezentacji, która naprawdę ma znaczenie w popkulturze (mimo że niektórzy mogą się burzyć).

Nowe odcinki "The Boroughs" powinny być priorytetem Netfliksa

Ale "The Boroughs" zasługuje na drugi sezon (i kolejne) również z innego powodu. To nie jest kolejny serial napisany na kolanie, który w razie sukcesu będzie na siłę ciągnięty w nieskończoność (pozdrawiamy "Stamtąd").

Showrunnerzy, Jeffrey Addiss i Will Matthews, otwarcie wyjawili portalowi IGN, że mają precyzyjny plan na trzy sezony i dokładnie wiedzą, jaka będzie ostatnia scena finałowego odcinka. Ucięcie tej historii po pierwszym sezonie byłoby ogromną stratą dla widzów, którzy zdążyli już pokochać tę nietypową ekipę z Nowego Meksyku. Zwłaszcza, że ostatnia scena sugeruje, że walka bohaterów wcale się jeszcze nie skończyła.

"The Boroughs" to naprawdę coś więcej niż udany miks "Stranger Things", filmu "Kokon" i "starych Spielbergów". To dowód na to, że starość w telewizji może być ekscytująca, tajemnicza i pełna brawury. Netflix, nie zmarnuj tego potencjału – daj nam drugi sezon!