
David Harbour i Millie Bobby Brown, którzy przez pięć sezonów grali Hoppera i Eleven w "Stranger Things", ponownie spotkają się na ekranie. W serialowym thrillerze szpiegowskim Netfliksa... znów zagrają ojca i córkę. Pomysł brzmi jak pewniak, ale kryje się w nim spore ryzyko.
Niezatytułowany jeszcze serial, który wyprodukuje słynne studio A24, hollywoodzki synonim jakości, będzie kolejnym projektem Jacka Thorne'a. To współtwórca nagradzanego Emmy "Dojrzewania" i "Władcy much", a także scenarzysta filmów z serii "Enola Holmes", w których główną rolę gra Millie Bobby Brown. David Harbour i Brown, czyli Jim Hopper i Eleven ze "Stranger Things", nie tylko wcielą się w głównych bohaterów, ale również będą producentami wykonawczymi serialu.
Oficjalny opis fabuły brzmi: "Matt Wolfe, zhańbiony agent FBI pracujący jako ekspert ds. bezpieczeństwa, zostaje wciągnięty z powrotem do świata, od którego dawno się odciął. Gdy jego córka Rebecca – również agentka FBI, idąca w ślady ojca mimo trudnych relacji między nimi – znika bez śladu podczas misji, Matt musi wrócić do akcji. Szybko jednak odkrywa, że współczesne metody operacyjne całkowicie przerosły jego dawne doświadczenie".
David Harbour i Millie Bobby Brown ponownie jako ojciec i córka w serialu Netfliksa
W "Stranger Things" Harbour wcielał się w Jima Hoppera, szefa policji w Hawkins, który adoptował Jedenastkę (Brown), dziewczynkę obdarzoną nadprzyrodzonymi mocami. Aktorzy ponownie zagrają więc ojca i córkę.
Wygląda na to, że oboje są zadowoleni z takiego obrotu sprawy. – Jeszcze zobaczycie mnie i Millie razem. Dziesięć lat to było za mało. Łączy nas wyjątkowa więź. Ja ją kocham. Ona kocha mnie – mówił wcześniej 51-letni Harbour w rozmowie z "Variety". Z kolei, cytowana przez magazyn, 22-latka stwierdziła: "Relacja ojciec–córka to nasze naturalne środowisko, ale Netflix zawsze będzie naszym domem". Wyjawiła też, że ponowne ekranowe spotkanie było pomysłem Harboura.
Relacja Brown i Harboura, określana przez nich samych jako niemal ojcowsko-córczyna, nie zawsze układała się idealnie. W ubiegłym roku "Daily Mail" informował, że jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do piątego sezonu "Stranger Things" serialowa Eleven miała złożyć na swojego kolegę oficjalną skargę do działu HR.
Harbour zdementował jednak te doniesienia. – W rodzinach zdarzają się nieporozumienia. Ludzie się pokłócą, a potem godzą. Problem z serialem wartym miliardy dolarów polega na tym, że nagle setki osób chcą się wtrącać. To była zwykła sytuacja: chwilowy konflikt i pojednanie. Gdy odsunęliśmy wszystkich na bok i po prostu porozmawialiśmy, wszystko wróciło do normy – wyjaśnił.
Netflix sporo ryzykuje. To może być wielki sukces albo wielka porażka
Ponowne obsadzenie Davida Harboura i Millie Bobby Brown w roli ojca i córki to jedno z najbardziej intrygujących posunięć castingowych ostatnich lat. Owszem, ponowne łączenie sprawdzonych ekranowych duetów to w Hollywood mechanizm stary jak samo kino. Zazwyczaj dotyczy on jednak par romantycznych.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Duety takie jak Ryan Gosling i Emma Stone ("Kocha, lubi, szanuje", "Gangster Squad. Pogromcy mafii", "La La Land"), Bradley Cooper i Jennifer Lawrence ("Poradnik pozytywnego myślenia", "Serena") czy Leonardo DiCaprio i Kate Winslet ("Titanic", "Droga do szczęścia") udowodniły, że widzowie chętnie oglądają tych samych aktorów w nowych konfiguracjach, jeśli łączy ich świetna chemia. Znacznie rzadziej zdarza się jednak, by producenci decydowali się powtórzyć inną dynamikę rodzinną, zwłaszcza tak złożoną relację dziecka z rodzicem.
Choć pomysł Netfliksa również bazuje na bezbłędnej chemii między aktorami i gwarantuje gigantyczne zainteresowanie, to niesie ze sobą ogromne ryzyko. Brown i Harbour ryzykują zaszufladkowanie, będą też musieli zmierzyć się z nieustannymi porównaniami do "Stranger Things", który zdążył już osiągnąć status serialu kultowego. Wyzwanie będzie tym większe, że ich ekranowy wizerunek córki i ojca utrwalał się w świadomości widzów przez blisko dekadę.
Ostateczny sukces tego eksperymentu będzie zależał od tego, jak bardzo nowy serial odetnie się od swoich korzeni w Hawkins. Jeśli scenariusz Jacka Thorne'a zaoferuje dojrzałą, psychologicznie odmienną dynamikę, ponowne spotkanie aktorów może okazać się strzałem w dziesiątkę. Widzowie zamiast kopii Jedenastki i Hoppera dostaną bowiem skomplikowaną relację dwójki skłóconych agentów FBI. Jeśli jednak otrzymają jedynie kalkę, raczej tego nie kupią. Z prostego powodu – w oczach publiki nic nie przebije relacji Hoppera i Jedenastki.
Hollywood uwielbia wracać do tego, co znane, sprawdzone i bezpieczne, ale w tym przypadku tylko odważne przełamanie oczekiwań widzów pozwoli nowemu thrillerowi wyjść z ogromnego cienia "Stranger Things". Netflix sporo ryzykuje. Zobaczymy, czy się opłaci.




