Lost
Binge-watching niszczy kulturę oglądania Fot. materiał prasowy. Montaż: naTemat

Binge-watching odarł telewizję z resztek jej magii. Netflix i inne serwisy streamingowe, które praktykują wrzucanie całego sezonu do swoich bibliotek w dniu premiery, za szybko nagradzają widzów. Owszem, każdy może dawkować sobie odcinki według własnego uznania, jednak strach przed spoilerami (i nie tylko) zamyka nas w błędnym kole, jakim jest oglądanie wszystkiego tu i teraz.

REKLAMA

Ola Gersz, moja redakcyjna koleżanka, uważa, że binge-watching jest lepszy od oglądania seriali po jednym odcinku co tydzień. Trwa spór: ja mam zupełnie inne zdanie.

Binge-watching zmienił telewizję. Cotygodniowe oglądanie seriali miało więcej magii

Pamiętam, jak będąc dzieckiem, czekałam co tydzień na emitowane w czwartki w TVP dwa odcinki "Zagubionych", o których później rozmawiałam z kolegami i koleżankami z klasy, snując teorie i narzekając na irracjonalne decyzje poszczególnych postaci. Zawiało niepotrzebną nostalgią, wiem. W dobie internetu takie dyskusje przeniosły się przede wszystkim do mediów społecznościowych, dając tym samym wgląd w nie twórcom omawianych dzieł. Kiedyś liczyliśmy na wyobraźnię reżyserów i scenarzystów, a dziś niejasne staje się, w jakim stopniu internetowe teorie mają wpływ na podejmowane przez nich decyzje kreatywne.

Binge-watching nie jest zjawiskiem, które pojawiło się z próżni. Pierwsze podejście do niego jasno pokazało, że w tym pędzącym na łeb na szyję świecie wizja ucieczki w fikcję, polegająca na siedzeniu przed telewizorem przez osiem bitych godzin, była czymś fascynującym. Netflix dał nam nowe narzędzia, których nie oferowała zwykła telewizja. Gdy nowość przestaje być nowością i nie zapewnia niczego ponad to, co już znane, wtedy pojawiają się rozterki.

Dawna telewizja z góry zapewniała widzom opóźnioną gratyfikację, a streaming (podobnie jak rozwój mediów społecznościowych pokroju TikToka) nagradza nas szybko i na krótko, często nie przynosząc długotrwałej satysfakcji. Zmiany w nawykach widać zresztą w liczbach. Polacy oglądają streamingi na potęgę, a Netflix już nie jest królem.

Praktyka kompulsywnego oglądania seriali – choć sama niekiedy jestem współwinna jej istnienia – jak wszystko ma swoje wady i zalety. Dla osób, które nie mają regularnych godzin pracy lub którym harmonogram nie pozwala na planowanie cotygodniowych posiedzeń przed telewizorem, weekendowy binge-watching może być jedyną taką okazją do nadrobienia zaległości. To też zwykle kwestia czystych preferencji, jak wybór między lektorem a napisami.

Binge-watching współczesnych seriali rzadko kiedy daje satysfakcję

Nie da się jednak ukryć, że wraz z innymi grzechami branży telewizyjnej binge-watching zaszkodził kulturze oglądania. Spoilery z finałowego odcinka krążą po sieci już w ciągu zaledwie paru godzin od premiery, a jakość sezonu (zwłaszcza jego scenariusza) częściej, niż nam się wydaje, nie spełnia oczekiwań publiczności. Biorąc pod uwagę wydłużoną fazę produkcji standardowych ośmiu lub dziesięciu odcinków, przez którą na jedną odsłonę serialu potrafimy czekać od dwóch do trzech lat, efekt końcowy – zwłaszcza po obejrzeniu wszystkiego ciągiem – przeważnie nie jest wart całego tego zachodu.

Dalsza część artykułu poniżej.

Przez binge watching stajemy się coraz bardziej niecierpliwi jako widzowie. Skoro mamy coś na wyciągnięcie ręki, co szkodzi od razu po to sięgnąć? Coraz dłużej spędzamy czas przed ekranami, co zwykle kończy się gwałtownym wyrzutem dopaminy – według psycholog klinicznej, dr Renee Carr, "nasz organizm może uzależnić się od każdej aktywności lub substancji, która stale produkuje dopaminę". Notoryczny binge watching nie jest zatem zdrowym podejściem do obcowania z kulturą.

Od dłuższego czasu więcej przyjemności czerpię z seriali, na które muszę czekać. Dzięki "Testamentom" na podstawie prozy Margaret Atwood i animacji "Legenda Vox Machiny" wypatrywałam każdej środy. Po pracy czułam radość (raz większą, raz mniejszą), że wreszcie dowiem się czegoś więcej. Nigdy nie zasiadałam do tych produkcji z tymi samymi emocjami, co tydzień wcześniej. Spodobało mi się, że wypracowałam sobie pewien schemat i mały ekran nie pochłaniał mnie bez reszty.