Renate Reinsve w filmie "Backrooms. Bez wyjścia"
A24 wypuściło rozszerzoną wersję filmu "Backrooms. Bez wyścia". Co to oznacza? Fot. materiał prasowy

Wytwórnia A24, którą dotąd kojarzyliśmy z ambitnymi produkcjami pokroju "Wszystko wszędzie naraz" i "Wieloryb", wpadła na nowy pomysł, niebędący co prawda precedensem, ale mogący wprowadzić na stałe do Hollywoodu pewną strategię. "Backrooms. Bez wyjścia" znów trafia na duży ekran, choć w odświeżonej wersji. To nie musi się źle skończyć.

REKLAMA

Wytwórniom filmowym zależy na tym, by przyciągać do kin jak największą liczbę odbiorców. Jest to oczywiste. W kasach biletowych produkcje muszą zarobić trzykrotnie większą sumę od swoich budżetów, by można było je określić mianem kasowego sukcesu. Przedsiębiorstwa mediowe testują przeróżne strategie, aby dodatkowo zwiększyć swoje zyski.

A24 wydał reedycję "Backrooms. Bez wyjścia" Kane'a Parsonsa ponad miesiąc po światowej premierze. Budżet produkcyjny horroru wyniósł 10 mln dolarów, a wyniki w Box Officie niebawem przekroczą 350 mln USD. Dlaczego wytwórnia wpadła na taki pomysł i co może on oznaczać dla reszty Fabryki Snów – to pozostaje w sferze domysłów. Jeśli taktyka ta przyniesie oczekiwane efekty, możliwe, że w przyszłości inne studia pójdą w ślady A24. Jeden scenariusz nie będzie dla widzów dobry.

"Backrooms. Bez wyjścia" trafia z rozszerzoną wersją do kin. To może mieć duży wpływ na branżę

Rozszerzona wersja "Backrooms. Bez wyjścia" Kane'a Parsonsa (nazwana "Backrooms: Everything Must Go Edition") zawiera 15 minut dodatkowego materiału, który według tego, co sugeruje A24 nie będzie zwykłym zbiorem usuniętych z planu ujęć. Reedycja wylądowała w kinach 3 lipca. Widzowie mogą spodziewać się ekskluzywnych scen po napisach końcowych.

Praktyka wydawania rozszerzeń do filmów nie jest obca branży filmowej. Dodatkowy kwadrans do trwającego 105 minut "Backrooms. Bez wyjścia" nie dorasta jednak do pięt rozszerzonej edycji trylogii "Władcy Pierścieni", która do każdej części dodała minimum pół godziny. Kino radzi sobie, jak może, z pokłosiem pandemii koronawirusa i wzrostem znaczenia streamingu. Co oczywiste, twórcom "Backrooms: Everything Must Go Edition" zależy na tym, by fani Kane'a Parsonsa znów zapełnili miejsca w salach kinowych.

Wiedząc, że branża kinowa stosuje różne chwyty, by zatrzymać u siebie widza, decyzja A24 może spowodować efekt domina. Pozostając w sferze przewidywań, wytwórnie mogą zobaczyć, że wydawanie kilku lub kilkanastu minut dodatkowej zawartości do oryginalnego filmu, którego premiera już się odbyła, będzie opłacalne. Najgorszy scenariusz zakłada, że aby obejrzeć pełen film, będziemy musieli tak jak w grach czekać na części, które załatają dziurę.

Dalsza część artykułu poniżej.

O czym jest film "Backrooms. Bez wyjścia"?

Akcja "Backrooms. Bez wyjścia" zabiera nas do Kalifornii lat 90. ubiegłego wieku. Clark (Chiwetel Ejiofor) próbuje przyciągnąć klientów do swojego sklepu z meblami, ale bez powodzenia. Presja związana z zarobkami – byciem żywicielem rodziny – zrujnowała mu życie, zarówno na płaszczyźnie prywatnej, jak i zawodowej.

Pewnej nocy mężczyzna odkrywa w piwnicy sklepu przejście prowadzące do miejsca, którego plany architektoniczne nie uwzględniły. Tunele ciągną się w prawo, w lewo, w dół i w górę; część mebli ułożono w stertę, a inne albo do połowy pochłonęła podłoga, albo przepołowiła ściana.

Korzenie horroru, za którego kamerą stanął 21-letni reżyser, sięgają internetowej creepypasty. "'Tylne pokoje' w obiektywie Kane'a Parsonsa są klątwą rzuconą na ludzi przez późny kapitalizm; manifestacją traum, niespełnionych marzeń, rozmaicie rozumianego nieszczęścia, która wymyka się zwykłej percepcji" pisaliśmy w recenzji naTemat.