
Netflix zaczyna mieć spory problem. Nie potrafi utrzymać uwagi widzów na dłużej niż jeden sezon. Jak wynika z analizy Bloomberga, produkcje potrafią tracić nawet 70 proc. widowni.
Nowy raport Bloomberga pokazuje ogromną różnicę w oglądalności między debiutanckim sezonem oryginalnego serialu Netflix a jego drugim sezonem. Co się dzieje?
Netflix dobrze zaczyna, ale źle kończy
Spójrzmy na suche dane. Drugi sezon "One Piece" stracił ponad 30 proc. widowni, która oglądała go, gdy na platformie pojawiły się pierwsze odcinki. Z kolei drugi sezon "Awantury" oglądało aż 70 proc. osób mniej niż pierwszy. Jeszcze gorzej wypada serial "Avatar: Legenda Aanga", którego oglądalność spadła o 60 proc. zaledwie tydzień po premierze.
Co się dzieje? Czy to efekt tego, że Netflix zaczął kręcić gorsze produkcje? Niekoniecznie – "The Boroughs" twórców "Stranger Things" zebrało dobre recenzje (choć gigant streamingu postanowił go skasować), a premiery seriali w 2026 roku zapowiadają się nieziemsko. O co więc chodzi?
Scenarzysta i reżyser Matthew A. Cherry uważa, że problemem jest nierzadko paroletnia przerwa między sezonami. Po prostu widzowie tracą więź emocjonalną z bohaterami, a nierzadko zapominają zapewne, o co w ogóle chodziło w produkcji.
I ponownie posłużmy się przykładami "Awantury" i "One Piece", które miały premierę w 2023 roku. Fani na kolejne odcinki czekali aż trzy lata. Co gorsza, to nie kwestia opieszałości w biurach giganta, a tego, że choćby strajk SAG-AFTRA/WGA w 2023 roku mocno opóźnił prace nad serialami i filmami.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Publika dorośleje, a model binge stał się przestarzały
Do tego dochodzi coś jeszcze innego: przez kilka lat widownia seriali dla nastolatków dorośleje i zupełnie inaczej patrzy na produkcje takie jak choćby "Stranger Things", które zaczynało jak coś z gatunku nowej przygody. Co jednak działało na nastolatków, nie rezonuje już z dwudziestoletnimi studentami. Ci nagle zaczynają dostrzegać głupotki scenariuszowe i inne niedociągnięcia, których jako mniej doświadczeni widzowie nie widzieli.
Na to nakłada się model "binge", który, kiedy Netflix startował, wydawał się świetnym pomysłem. To w ten sposób powstała istna moda na oglądanie całych sezonów w jeden dzień. zmieniło to całą kulturę "smakowania" seriali. Przecież przez dekady na nowy odcinek czekaliśmy tydzień!
Teraz większość ludzi opowiada się jednak ponownie za dłuższymi sezonami, a nie tylko 8-odcinkowymi. Do tego inne platformy streamingowe, takie jak Prime Video i Disney+, przyzwyczaiły widzów do cotygodniowych premier. Zwiększa to nie tylko przywiązanie do marki, ale też wydłuża czas subskrypcji. Sam wykupiłem niedawno HBO, by oglądać "Ród smoka". I zapewne pozostanę w tym uniwersum przez jeszcze miesiąc, gdyż trzeci sezon składa się z 8 odcinków. Gdyby produkcję stworzył Netflix, zapewne zrezygnowałbym po 30 dniach.
Jeśli Netflix chce odzyskać swoją pozycję musi zmienić zarówno strategię produkcyjną, jak i podejście do wydawania oryginalnych programów telewizyjnych. Powinien jednak też popracować nad jakością. "Wiedźmin" miał być odpowiedzią na "Grę o tron", a wyszła z tego parodia tego, co stworzył Andrzej Sapkowski. A hitów pokroju "Dom z papierów" próżno już na Netfliksie szukać.




