Till Lindemann
Wokalista Rammsteina wyda DVD nagrane w Polsce. Foto: fornStudio/Shutterstock

Till Lindemann, wokalista Rammsteina, zapowiedział, że wyda płytę koncertową, nagraną w czasie swojego solowego koncertu w Polsce. Ten występ pokazał największy problem współczesnych gigantów ciężkiego rocka: więcej było tam show (do tego obrzydliwego) niż muzyki.

REKLAMA

Till Lindemann to frontman grupy Rammstein i organizator własnego festiwalu. Od wielu lat prowadzi też karierę solową. W jej ramach nagrał już parę płyt. Ostatni koncert nad Wisłą zagrał 1 grudnia ubiegłego roku – na miejscu zarejestrował materiał na koncertowe DVD i CD.

Till Lindemann wyda "Live in Kraków"

Na to wydawnictwo czekają fani Lindemanna nie tylko w Polsce. Wokalista Rammsteina wyda płytę koncertową "Live In Kraków", na której znajdzie się nieocenzurowany koncert z krakowskiej Tauron Areny. Wszystko trafi na rynek w różnych wersjach: dostaniemy dwie płyty winylowe, CD, DVD, Blu-ray, a nawet kasety. Wszystko uzupełni specjalny box z 144-stronicową książeczką oraz gadżetami.

Oczywiście na CD, kasetach czy winylach usłyszymy, co działo się w grudniu 2025 r. w Krakowie. Największą "atrakcją" będzie jednak materiał DVD. Skąd cudzysłów? Bo show, jakie zaprezentował wtedy Lindemann, było naprawdę obrzydliwe!

Wokalista Rammsteina chce być bardziej rammsteinowy

Zespół Rammstein słynie nie tylko ze świetnej muzyki, ale też wspaniałych koncertów. Oczywiście, muzycy często jadą po bandzie. W czasie grania przeboju "Pussy" na scenie pojawia się wielkie przyrodzenie, za pomocą którego muzycy strzelają do fanów pianą. Przy "Buck dich" Lindemann pozoruje stosunek se*sualny z klawiszowcem Christianem "Flake" Lorenzem. A to tylko czubek góry lodowej perwersji grupy.

Wszystko jest jednak jeszcze w – mocno rozciągniętych – granicach dobrego smaku. I towarzyszy temu dobra muzyka. W końcu Rammstein słynie z tego, że potrafi połączyć ciężkie, industrialne riffy i rytmiczne, marszowe tempa z przebojowymi refrenami. W takich okolicznościach se*sualizowane show da się jeszcze przełknąć. Zresztą koncerty zespołu od początku jego działalności miały szokować. Choć sam nie potrzebuje takiej otoczki i szukam na koncertach tylko muzyki oraz emocji, występy Niemców na żywo zawsze wspominam co najmniej dobrze.

Till Lindemann w ramach swojej solowej kariery postanowił przekroczyć granice, jakie postawiła sobie jego macierzysta formacja. W efekcie jego krakowskie show było... żałosne. Każdy utwór był inscenizowany w mniej lub bardziej obrzydliwy sposób. A to przerażająco otyłe "zakonnice" tańczące na froncie sceny, a to obsługująca klawisze młoda kobieta nagle okazywała się tancerką erotyczną. Nie mówiąc już o filmach, jakie były puszczane na telebimach. Mogę napisać jedynie to, że zawierały często materiały 18+.

Może przymknąłbym na to wszystko oko, gdyby nie to, że Lindemann nie ma w swoim arsenale takich przebojów, jakie gra Rammstein. Stara się opierać swoją twórczość na podobnych patentach, ale wszystko ma zdecydowanie mniejszą siłę rażenia. Na tym polu System of a Down wypadli niedawno o poziom lepiej, pokazując, że do zagrania bardzo dobrego koncertu wystarczy zabawa muzyką.

Solowa twórczość Lindemanna, w tym zapewne nadchodzący wydawnictwo koncertowe, to więc gratka tylko dla najwierniejszych fanów Rammsteina. I wielbicieli perwersji w sztuce. Choć słowo "sztuka" nie powinno tu chyba padać. Moim zdaniem słynny niemiecki wokalista cynicznie sięga po najniższe chwyty, by zrobić wokół siebie szum. Na naTemat.pl znajdziesz też 5 płyt koncertowych, które polecam.