Rheanyra Targaryen na Żelaznym Tronie
"Ród smoka" uśmiercił jednego z głównych bohaterów Fot. materiały prasowe

Criston Cole wreszcie dopiął swego i zginął. Tyle że zamiast bohaterskiej śmierci, o której marzył, dostał trzy strzały i kilka minut ekranowego czasu. "Ród smoka" pożegnał jedną z najważniejszych postaci serialu w sposób wyjątkowo pozbawiony splendoru – i właśnie na taki koniec ser Criston zasłużył. To zresztą wcale nie jest autorski zabieg showrunnera Ryana Condala. U George'a R.R. Martina Bal Rzeźnika był ostatecznym upadkiem rycerskości i honoru podczas Tańca Smoków.

REKLAMA

Jeśli ktoś liczył, że szósty odcinek trzeciego sezonu "Rodu smoka" widowiskowo zakończy historię Cristona Cole'a, mocno się zaskoczy. Serial nie funduje mu wielkiego pojedynku, dramatycznego pożegnania ani heroicznego aktu odwagi. Zamiast tego historia rycerza kończy się praktycznie od ręki – i to już na samym początku odcinka.

To dość przewrotne (i żałosne) zakończenie dla człowieka, który jeszcze tydzień wcześniej z pełnym przekonaniem zapowiadał, że umrze jak największy wojownik Westeros. Marzył o chwale, pieśniach i legendzie, która dotrze nawet do jego dawnej kochanki Alicent Hightower. Z tego powodu świadomie prowadził swoją armię w pułapkę – napędzany własną pychą. Ostatecznie nie doczekał się niczego z tych rzeczy.

Criston Cole zginął w "Rodzie smoka". Jedna z najbardziej znienawidzonych postaci

Tak jak wcześniej zapowiadaliśmy, ser Criston Cole (Fabien Frankel) i jego ludzie wpadają w pułapkę zastawioną przez wojska Czarnych. Próbuje jeszcze negocjować i proponuje pojedynki, ale bohaterski koniec nie jest mu dany. Kilka strzał z łuku kończy sprawę, a jego armia zostaje skazana na masakrę podczas słynnego Balu Rzeźnika (Butcher's Ball), który George R.R. Martin opisał w "Ogniu i krwi". Na szczęście ser Gwayne Hightower (który w książce powinien już nie żyć) odszedł od nihilistycznego Cole'a na czas i nie podzielił jego smutnego losu.

Fot. Kadr z "Rodu smoka"

To jedna z najbardziej wyczekiwanych śmierci w "Rodzie smoka", bo Criston Cole od pierwszego sezonu był jednym z najbardziej znienawidzonych bohaterów. Hipokryta, fanatyk, mizogin i człowiek, którego decyzje doprowadziły do śmierci tysięcy ludzi.

Jego rzekomy rycerski honor od samego początku nic nie znaczył. Cole bez mrugnięcia okiem łamał święte śluby czystości – najpierw z Rhaenyrą, a później, bez cienia wstydu, w łóżku królowej Alicent. Zranione męskie ego kompensował rozlewem krwi. Zatłukł na śmierć Joffreya Lonmotha podczas królewskiego wesela i bez wahania zabił bezbronnego, starszego lorda Beesbury'ego podczas posiedzenia Małej Rady. Każda z tych zbrodni uchodziła mu na sucho.

Jego motywacje opierają się na toksycznym żalu. Całe swoje późniejsze życie poświęca walce z kobietą, która lata temu go zraniła (oraz religii, którą rozumie na opak). Głęboka uraza do Rhaenyry, która miała czelność go odrzucić, staje się jego głównym motorem napędowym podczas Tańca Smoków. Zresztą George R.R. Martin celowo stworzył ser Cole'a, aby zdemaskować mit "szlachetnego rycerza".

Dalsza część artykułu poniżej.

Jak dobrze znasz serial i książkę "Gra o Tron"?

logo
Quiz

1 / 26 Miecz, który Aryi Stark podarował jej przyrodni brat Jon Snow, nazywał się...

Fot. kadr z serialu "Gra o tron"

Śmierć Cristona Cole'a nie była spektakularna i bardzo dobrze

Śmierć Cristona Cole'a nie ma wywoływać współczucia. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że wojna nie nagradza za pychę. Co ciekawe, serial nieco różni się tutaj od książki George'a R.R. Martina. Owszem, i tam, i tutaj Cole zginął tak samo, a Bal Rzeźnika był ostatecznym upadkiem rycerskości oraz honoru podczas Tańca Smoków, co tak bardzo martwiło ser Gwayne'a Hightowera (całkowite moralne przeciwieństwo Cole'a). Wojna domowa Targaryenów stała się po prostu rzezią, a będzie jeszcze gorzej – i to niedługo.

Jednak w "Ogniu i krwi" po śmierci Cole'a pada jedno z najbardziej pamiętnych zdań całej wojny smoków: "Nie będzie żadnych pieśni o tym, jak dzielnie zginąłeś, Twórco Królów". Wyjątkowo celna puenta jego historii.

Dalsza część artykułu poniżej.

Showrunner serialu całkowicie z niej zrezygnował. Czytelnicy mogą być rozczarowani, bo to jeden z najbardziej kultowych cytatów z książki, ale to mistrzowskie zagranie Ryana Condala, które działa jeszcze mocniej. Cole nie dostaje nawet jednego zdania wzmianki o sobie. Umiera i niemal natychmiast znika z całej opowieści, jakby Westeros błyskawicznie o nim zapomniało.

Antyklimatyczna śmierć to największa kara dla żałosnego człowieka, który przez lata był przekonany o własnej wielkości. Nie został legendą i nie przeszedł do historii jako wielki rycerz. Po prostu zginął jak kolejny dowódca przegranej armii i tyle. To naprawdę napawa satysfakcją. Nie będziemy za Cristonem Cole'em tęsknić.