Kadr z 72 godzin
Krytykom wypaliło oczy Fot. Netflix

Netflix po raz kolejny udowadnia, że jego hity niekoniecznie idą w parze w jakością. Nowa komedia "72 godziny" szturmem podbiła platformę, ale krytycy mówią jednym głosem: to paździerz, który nawet nie jest śmieszny. Nie pomógł nawet Kevin Hart. Ba, niektórzy twierdzą nawet, że gwiazdor... zaszkodził.

REKLAMA

"72 godziny" (oryg. "72 Hours") potrzebowało zaledwie dwóch dni od premiery, żeby zostać najpopularniejszym filmem Netfliksa na świecie. Polacy też rzucili się na rubaszną komedię z Kevinem Hartem, która obecnie zajmuje drugie miejsce w rankingu oglądalności.

O czym są "72 godziny" Netfliksa? Kevin Hart jako czterdziestolatek na wieczorze kawalerskim Zetek

Film Tima Story'ego, reżysera "Fantastycznej Czwórki" z 2005 roku i "Prawdziwej jazdy", opowiada o Joe Nixonie, 40-letnim specjaliście od marketingu, który przeżywa kryzys zawodowy. Gdy przez przypadek zostaje dodany do grupowego czatu dwudziestolatków, wpada na pomysł, by potraktować ich szalony wypad do Miami jako... badanie rynku. Liczy, że dzięki temu stworzy kampanię reklamową, która przekona jego szefa, że wciąż nadąża za młodszym pokoleniem.

Plan oczywiście szybko wymyka się spod kontroli. Weekend kawalerski zamienia się w serię coraz bardziej absurdalnych i sprośnych przygód, a Joe musi odnaleźć się nie tylko w towarzystwie przedstawicieli pokolenia Z, ale też gangsterów i policji.

W głównej roli występuje gwiazda amerykańskiej komedii Kevin Hart ("Agent i pół", "Jumanji: Przygoda w dżungli"), a partnerują mu Marcello Hernández, Ben Marshall, Kam Patterson, Mason Gooding, Zach Cherry, Michael Mando i nominowana do Oscara za "Jedną bitwę po drugiej" Teyana Taylor.

Krytycy miażdżą "72 godziny". Mówią wprost: ta komedia nie jest śmieszna

Choć widzowie masowo klikają "odtwórz", krytycy jak jeden mąż miażdżą film. Na Rotten Tomatoes "72 godziny" ma zaledwie... 17 proc. pozytywnych recenzji. Co najgorsze dla komedii, powtarza się zarzut, że "72 godziny" są po prostu nieśmieszne.

Nick Schager z The Daily Beast podsumował produkcję krótko: "Katastrofa epickich rozmiarów". John Serba z Decider napisał, że to "kolejna sterta leniwego humoru, wyświechtanych obserwacji o różnicach pokoleniowych i stereotypowych wygłupów".

Dalsza część artykułu poniżej.

Czy rozpoznasz kultową komedię po kadrze?

logo
Quiz

1 / 20 Na początek coś prostego. Z jakiego filmu pochodzi ten kadr?

Todd Gilchrist z Variety zauważył, że "poza kilkoma żartami i jedną niezręczną sceną film zaskakująco słabo wykorzystuje komediowy potencjał zderzenia pokoleń, a Andrew Lawrence z The Guardian stwierdził, że "film miałby znacznie większy potencjał, gdyby Kevin Hart w ogóle w nim nie występował". Niektórzy zauważają również, że komik... zawsze grą tę samą postać.

Alex Harrison ze Screen Rant ocenił, że "obsada wyciąga z materiału kilka śmiechów, ale całość sprawia wrażenie zmarnowanej szansy". Z kolei Jason Flatt z But Why Tho? nazwał "72 godziny" "uosobieniem streamingowej papki – z dobrym pomysłem i niezłą obsadą, które zostały zmarnowane przez pójście na łatwiznę".

Dalsza część artykułu poniżej.

Nie zabrakło kilku nieśmiałych głosów broniących filmu Netfliksa. Glenn Kenny z The New York Times przekonywał, że "humor jest prosty i rubaszny, ale często autentycznie zabawny", a Kevin Hart wciąż pozostaje komikiem o wyjątkowym talencie. Z kolei Robert Daniels z RogerEbert.com uznał, że pod warstwą imprezowej komedii kryje się coś więcej. Według niego "72 godziny" to nie tylko wariacja na temat "Kaca Vegas", ale też zaskakująco egzystencjalna opowieść o kryzysie wieku średniego.

Wygląda jednak na to, że Netflix ponownie trafił w gusta swoich subskrybentów (Kevin Hart i obietnica nowego "Kac Vegas" robią swoje), nawet jeśli krytycy najchętniej wyłączyliby "72 godziny" po kilkunastu minutach.

Chociaż czy na pewno trafił? Nie byłabym tego taka pewna. Owszem, oceny publiki są lepsze, ale wciąż mocno średnie. Na Rotten Tomatoes komedia z Hartem ma 48 procent pozytywnych opinii, ocena na IMDb to 5,4/10, a na Filmwebie 5,2/10. W sieci pojawiają się głosy, że to... "Kax Vegas" z Temu. Cóż, robić sprośne komedie trzeba umieć.