Netflix tworzy serial o kobiecie-potworze. To postać o wiele bardziej niejednoznaczna
Netflix tworzy serial o Lizzie Borden. Jaka jest prawdziwa historia? Fot. materiał prasowy / Netflix

Netflix kręci kolejny serial o seryjnym mordercy. Tym razem jednak główną postacią będzie kobieta. Lizzie Borden to postać o wiele bardziej kontrowersyjna niż Ed Gein czy Jeffrey Dahmer.

REKLAMA

Lizzie Borden to jedna z najsłynniejszych kobiet-morderczyń w historii. A dokładniej: potencjalnych morderczyń. Sprawa jej domniemanej zbrodni do dziś budzi kontrowersje.

Lizzie Borden, czyli zabójczyni własnego ojca?

Bohaterka tego tekstu, która zainspirowała Netflixa, przyszła na świat 19 lipca 1860 r. w Fall River w stanie Massachusetts. W 1892 r. rzekomo zamordowała siekierą swojego ojca i macochę. Kim dokładnie była? I dlaczego tak mocno podkreślam, że nie jest jasne, czy faktycznie dokonała tak okrutnego mordu?

Lizzie i jej starsza siostra Emma były wychowane w bardzo religijnej atmosferze. Obie uczęszczały do Central Congregational Church w Fall River i angażowały się w sprawy lokalnego kościoła. Jednocześnie relacje w ich rodzinie były dość dziwne. Siostry najczęściej nawet nie jadały posiłków z rodzicami (a właściwie: ojcem i macochą).

Zresztą Andrew Borden, ich ojciec, też był dość specyficzną osobą. Choć był bogaty, był skrajnie oszczędny. Dla przykładu, w domu, w którym mieszkał z żoną i córkami nie było instalacji wodociągowej. Sam budynek stał koło fabryki, którą pan Borden zarządzał, a nie w dzielnicy willowej, które były w tym okresie modne.

Najdziwniejsze rzeczy zaczęły mieć miejsce w 1892 r., kiedy to Andrew nabrał przekonania, że trzymane przez córkę w stodole gołębie przyciągają intruzów. W efekcie... zabił ptaki toporem. Miało dojść do awantury.

Z kolei na kilka dni przed zbrodnią, wszyscy członkowie zachorowali. Powodem miało być nieświeże jedzenie, ale macocha Lizzie, Abby, zaczęła wtedy snuć podejrzenia, że ktoś ich podtruwa.

Nietrudno sobie wyobrazić, że w tym domu atmosfera zaczęła się zagęszczać i stawać coraz bardziej toksyczna. Stała się jeszcze gorsza, gdy Andrew zaczął obdarowywać różnych dalszych krewnych prezentami. I tu pojawia się poszlaka, która może sugerować, że to jednak Lizzie mogła dokonać morderstwa.

W noc poprzedzającą zbrodnie do domu Bordenów przyjechał John Vinnicum Morse, brat zmarłej matki Lizzie. Miało chodzić o kwestie majątkowe, pojawiła się nawet sugestia, że właśnie ustalenia, jakie padły w czasie tych rozmów sprawiły, że młoda kobieta sięgnęła po broń.

Zbrodnia...

Na tym etapie historii liczą się godziny. 4 sierpnia 1892 r. Andrew pojechał rano w towarzystwie żony do Fall River. W domu mieli pojawić się ponownie ok. godz. 10:45. Lizzie twierdziła później, że znalazła ich ciała zaledwie 30 minut później. Jej siostra miała alibi, gdyż znajdowała się wtedy poza domem.

Wersję Lizzie częściowo potwierdziła pokojówka, która służyła rodzinie. Twierdziła, że o 11:10 młoda kobieta miała krzyczeć, że jej ojciec nie żyje. I faktycznie, ciało Andrew leżało na kanapie w salonie, na parterze. Policja założyła, że mężczyznę ktoś zabił pomiędzy godziną 10 a 11. Ten miał wtedy najpewniej spać. Do zgonu doszło w wyniku ciosów zadanych w głowę siekierą (lub podobnym przedmiotem).

Ciało Abby Borden leżało w gościnnej sypialni na górze. Ktoś uderzył ją w głowę aż 19 razy, właściwie gruchocząc czaszkę.

I potem zrobiło się dziwniej. Policja znalazła bowiem w piwnicy topór, ale nie było na nim śladów krwi. Usunięto jednak część jego rączki. Czyżby dlatego, że była ona ubrudzona krwią? Nie wiadomo. Wszystko jednak wystarczyło, by aresztować Lizzie.

... bez kary?

Proces rozpoczął się w czerwcu 1893 roku. Po pierwsze nie znaleziono narzędzia zbrodni. Nie udało się też odkryć żadnych zakrwawionych ubrań, choć już po śmierci Bordenów Lizzie miała spalić jedną ze swoich sukienek w piecu. Powód? Rzekomo wybrudziła ją farbą i nie dała rady wyprać.

Kolejny trop: dzień przed morderstwami Lizzie miała próbować kupić od lokalnego dilera cyjanowodór. Ponoć chciała nim wyczyścić inną część garderoby.

W czasie procesu kobiecie pokazano czaszki ofiar, wypreparowane w trakcie autopsji. W odpowiedzi ta zemdlała.

I teraz najważniejsze: sąd uniewinnił Lizzie Borden. Jak to możliwe? Pomimo tak naiwnych tłumaczeń?

Kobieta zmarła samotnie w 1927 roku. Spotkała się potem tylko raz z siostrą, Emmą, która parę dni później popełniła samobójstwo. Rzekomo w czasie rozmowy miała jej wyznać, co dokładnie stało się w ich domu w dniu śmierci Andrew i Abby.

Jak widać, Lizzie Borden to postać o wiele ciekawsza niż Jeffrey Dahmer, którego historię Netflix wyeksploatował już tak bardzo, że kolejne seriale o Jeffreyu Dahmerze wyczerpują temat. Bliższa jest może Elżbiecie Batory, która kąpała się we krwi dziewic, a jej mroczną legendę pokochali metalowcy i o której mrocznych czynach nadal nie wiemy wszystkiego.