kadr z "Ostatni dom"
To mógł być hit. "Ostatni dom" świetnie pokazuje problem wielu filmów Mat. prasowy/Netflix

"Ostatni dom" miał potencjał, by być kolejnym hitem Netflixa. Zarys scenariusza sugerował, że dostaniemy kino naznaczone duszną, niepokojącą atmosferą. Coś w stylu odwrotnego home invasion. Potencjał był od początku, ale jaki jest efekt?

REKLAMA

Netflix mógł mieć nowy hit. Niestety "Ostatni dom" pokazał problem, jaki ma wiele filmów w świecie streamingu.

Pomysł na "Ostatni dom" to przepis na sukces

Wiele wskazywało na to, że "Ostatni dom" będzie hitem. Pewna rodzina (taka do bólu typowa: 2+2) zaczyna nowy dzień. Pogoda, jak sugerują media, będzie rozczarowująca: ma padać! Nagle na jaw wychodzi jednak coś dziwnego. Nie da się otworzyć okien i drzwi. Nawet próba rozbicia szyby kończy się porażką. Wszyscy są uwięzieni we własnym domu. Co się dzieje?

Nasi bohaterowie zaczynają komunikować się z sąsiadami, którzy też nie mogą wyjść z własnych domów. "Rozmawiają" ze sobą za pomocą świetlnych "zajączków" i napisów na tablicach suchościeralnych. Zaczyna panować atmosfera przerażenia i klaustrofobii.

Nie bez powodu, jak pisaliśmy w naTemat, "Ostatni dom" trafił do naszego zestawienia 13 rzeczy na weekend: seriale, filmy i więcej. Pomysł jest tu bowiem świetny: mamy bowiem coś na miarę odwróconego home invasion. Nasza rodzina nie może wyjść z własnego domu, do tego nie do końca wie, co dzieje się na zewnątrz. Czy, jak sugerują sąsiedzi, to wina rządu? Czy może trwa inwazja Obcych?

Obserwujemy poczynania "naszej" rodziny, to, jak stara się przetrwać w nowych realiach, w tym, co ważne, jak zdobywa jedzenie. Do tego momentu film jest dobry. Gdzieś od połowy zaczynają się jednak problemy.

Dalsza część artykułu poniżej.

Infantylny przekaz

Całość zaczyna się jednak rozpadać. Twórcy postanowili oblać wszystko infantylnym, proekologicznym sosem. Samo w sobie nie musiało być to złe, ale tu jest jednak pokazane w mało wiarygodny sposób. Nie wspominając już o scenie, która otwiera całość, a która w kontekście całości stara się w łopatologiczny sposób wyjaśnić widzowi, o co w tym wszystkim chodzi. Jak sugerowała w swojej recenzji w naTemat Zuzanna Tomaszewicz, hit Netflixa strzelił sobie w stopę w pierwszej minucie.

Gdy w końcu dowiadujemy się, co dokładnie się dzieje i kto stoi za całym zamieszaniem, opadają nam już ręce. Samo zakończenie też rozczarowuje i powoduje, że jesteśmy po prostu rozczarowani.

Dalsza część artykułu poniżej.

QUIZ: Czy poznasz oscarowy film po kadrze?

logo
Quiz

1 / 17 Jak nazywa się ten film? W 1992 roku zdobył Oscara w najważniejszej kategorii.

Fot. materiał prasowy

Jak mogło to wyglądać?

Całość rozczarowała mnie tym bardziej że spodziewałem się raczej czegoś na miarę "Zostaw świat za sobą". Może nie w kontekście przekazu, ale atmosfery i klimatu. I twórcy chyba chcieli nieco podążyć w tę stronę, ale po prostu im nie wyszło. Odnoszę wrażenie, że pogubili się w nadmiarze własnych ambicji, chcąc stworzyć coś bardzo głębokiego, podczas gdy efekt jest po prostu przeciętny, momentami mizerny.

Czy "Ostatni dom" to bardzo zły film? Nie, ale z niemal każdą sceną ogląda się go z coraz mniejszym zainteresowaniem. Ostatecznie przy końcowych sekwencjach chcemy już tylko, by ten seans wreszcie się zakończył.

Szkoda, bo scenariusz naprawdę miał duży potencjał. Może wystarczyło jednak posiedzieć na nim jeszcze jeden tydzień dłużej? To jednak problem wielu produkcji.