kadr z Potopu
6 filmów historycznych, które zasługują na remake. Mat. prasowy

Polskie kino ma problem, o którym mówi się od dekad. Potrafimy kręcić dobre filmy historyczne, ale wciąż brakuje nam wielkich widowisk, które mogłyby konkurować rozmachem z najlepszymi filmami z Hollywood. Szczególnie nasze słynne powieści historyczne aż proszą się o swoje nowe wersje kinowe.

REKLAMA

Wystarczy wymienić jednym tchem takie powieści jak "Krzyżacy", "Faraon" i wszystkie części Trylogii Henryka Sienkiewicza. Przecież fabularnie mają wszystko, czego potrzebuje współczesne kino: wielkie bitwy, polityczne intrygi, romanse i zdrady. Przeniesienie ich ponownie na duży ekran to tym bardziej interesujący pomysł, że można byłoby opowiedzieć je na nowo.

"Krzyżacy" bez PRL-owskiej propagandy

"Krzyżacy" Aleksandra Forda to jeden z najwybitniejszych polskich filmów (znalazł się nawet w naszym zestawieniu 3 najlepszych polskich filmów historycznych). Sam jako dziecko obejrzałem go tak wiele razy, że moja kaseta VHS lekko się "starła". Jak jednak będąc 12-nastolatkiem zafascynowanym historią nie oglądać z rumieńcem na twarzy losów Jagienki, Danusi i Zbyszka z Bogdańca. Nie zapominając o wspaniałym zwieńczeniu filmu: zekranizowanej bitwie pod Grunwaldem!

Dziś patrzę na ten film Aleksandra Forda z 1960 roku nieco inaczej. Wiem, że była to produkcja propagandowa, z Krzyżakami stylizowanymi na SS-manów, którzy przed kluczową bitwą z Polakami i Litwinami... hailują.

I właśnie dlatego chciałbym zobaczyć "Krzyżaków" na dużym ekranie teraz: już bez państwowej propagandy i nakręconych za pomocą nowych możliwości. Można byłoby nieco zniuansować bohaterów (szczególnie rycerzy krzyżackich), nadać im większej głębi.

Bitwa pod Grunwaldem? Aż prosi się o współczesną realizację. Dziesiątki tysięcy żołnierzy, ciężka jazda, chorągwie, błoto, chaos i brutalność średniowiecznej wojny. Zobacz "Króla" na Netflix, by pojąć, jak wspaniale można oddać atmosferę rzezi, jaką była XV-wieczna bitwa!

Trylogia raz jeszcze

Skoro mowa o "Krzyżakach" Sienkiewicza, nie sposób nie wspomnieć o jego słynnej Trylogii. Przecież to filmowy samograj, co przed dekadami udowodnił już Jerzy Hoffman, którego filmy do dziś trafiają do zestawień najlepszych ekranizacji polskich książek. I, co ważne, jego filmy nie zestarzały się źle. Nawet krytykowane w dniu premiery "Ogniem i mieczem" dziś ogląda się po prostu przyjemnie.

W nowej wersji "Ogniem i mieczem", "Potop" oraz "Pan Wołodyjowski" mogłyby zyskać nie tylko pod kątem wizualiów, ale także scenariuszowym. Szczególnie ciekawe mogłoby być podkreślenie tragizmu postaci Bohuna. Podobny zabieg można byłoby zastosować wobec Azji Tuhajbejowicza. Tylko Bogusław Radziwiłł wydaje się postacią nie do obrony...

Dalsza część artykułu poniżej.

QUIZ: Jak dobrze znasz lektury szkolne?

logo
Quiz

1 / 15 Na początku coś łatwego: z ilu ksiąg składa się "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza?

Fot. Kadr z "Pana Tadeusza"

To samo dotyczy pozytywnych bohaterów. Sienkiewiczowski Jan Skrzetuski to postać nieco zbyt papierowa. W filmie można byłoby zrobić z niego pełnokrwistego bohatera. Tak samo jak z Michała Wołodyjowskiego, który i w powieści, i w produkcjach Hoffmana jest nieco nazbyt idealny i nieskazitelny.

Nowe filmy spod znaku prozy Sienkiewicza mogłyby po prostu opowiedzieć te stare opowieści na nowo, w inny sposób pokazując niektóre postaci, może mocniej wskazując na ich niejednoznaczność. Wpisałoby się to we współczesne trendy, widoczne np. w "Rodzie smoka".

Zresztą Polacy kochają XVII w., co widać na przykładzie "1670". Rzeczypospolita szlachecka to nasze lustro.

"Faraon", czyli polityka się nie zmienia

Szczerze powiedziawszy to produkcja, na której remake czekałbym najbardziej. Film Jerzego Kawalerowicza z 1966 roku pozostaje jednym z najbardziej ambitnych przedsięwzięć w historii polskiej kinematografii.

Obserwujemy w nim (i oczywiście na łamach powieści Bolesława Prusa o tym samym tytule, wciąż obecnej na liście lektur do liceum i technikum), jak Ramzes XIII próbuje zdobyć władzę, ale zderza się z potężnym aparatem państwa. Na naszych oczach ścierają się interesy arystokracji i kasty kapłańskiej.

Dalsza część artykułu poniżej.

I to temat nadal aktualny. Nie bez powodu "Gra o tron" czy "House of Cards" okazały się takimi sukcesami. Z jednej strony mamy serial fantasy, z drugiej, thriller polityczny. Po prostu lubimy oglądać takie historie i – wbrew słynnemu powiedzeniu – chcemy wiedzieć, jak "robi się kiełbasę".

Właśnie dlatego nowy "Faraon" nie musiałby być nudną, muzealną rekonstrukcją życia w starożytności. Mógłby stać się politycznym thrillerem rozgrywającym się w świecie faraonów i zepsutych moralnie kapłanów.

Warto zresztą dodać, że kino i telewizja właśnie dziś dostrzegły wagę adaptacji polskiej klasyki. Jak pisaliśmy w naTemat, dwie "Lalki" w dwa tygodnie trafią do widzów we wrześniu: szykuje się więc niejako polski "Barbenheimer", bo Netflix i Gigant Films niemal jednocześnie ekranizują powieść Bolesława Prusa.

Jeśli więc już powstają "Lalki", to czemu nie "Faraon"? Dodajmy zresztą, że zwiastun filmu "Lalka" wygląda pięknie!