Nie wierzyłam już w seriale młodzieżowe. Hit Prime Video zmienił moje nastawienie
"Sterling Point" z Ellą Rubin to jeden z najlepszych seriali młodzieżowych ostatnich lat Fot. materiał prasowy

Współczesne seriale młodzieżowe często udają coś, czym wcale nie są. Oglądając "Sterling Point" na Prime Video, miałam wrażenie, jakbym obcowała z dziełem, które rozumie akurat pokolenie Z – jego humor oraz obawy – i widzi w nich ludzi, a nie "rozpieszczone dzieciaki". Nad kanadyjskim jeziorem czas zwolnił, a odcinki same się przewijały. W streamingu nareszcie pojawił się oryginalny pomysł.

REKLAMA

Annie Jacobson nie jest bohaterką, którą lubi się od pierwszych minut serialu. Ma wielkie ambicje, które idą w parze z napiętym grafikiem i pogonią za sukcesem. W wakacje stroni od zabawy, widząc w imprezach i letnich miłostkach same przeszkody. Gdy dowiaduje się o śmierci dziadka, z którym nigdy nie miała kontaktu, postanawia pobawić się w detektywa. Jak się okazuje, jedyną rzeczą, która może oderwać ją od prób dostania się do najlepszych uczelni, jest chęć odkrycia prawdy o swojej adopcyjnej matce.

Recenzja serialu "Sterling Point" Prime Video. Dawno nie widziałam czegoś tak dobrego (w tym gatunku)

"Sterling Point" stosuje sprawdzony chwyt w postaci dziewczyny z wielkiego miasta, która wyjeżdża na wieś – w tym przypadku do rozsypującego się domu w malowniczej gminie Muskoka Lakes – by dowiedzieć się, czego pragnie jej serce. W ośmioodcinkowym serialu Prime Video zderzamy się ze znaną nam dobrze historią, która choć nie jest oryginalna sama w sobie, w morzu telewizyjnych adaptacji książek young adult lśni jak świeżo wypolerowany dziób motorówki.

Megan Park – showrunnerka młodzieżowego serialu, która wyreżyserowała i napisała niedoceniony film z Jenną Ortegą, czyli "Następstwa" – w swoim scenariuszu postawiła na naturalność. W "Sterling Point" kilkunastoletni bohaterowie rozmawiają ze sobą tak, jak rozmawialiby w prawdziwym życiu (seriale młodzieżowe źle przedstawiają nastolatków niemal z rozpędu). Bez nadmiernej ekspozycji i slangowych powiedzonek upchanych w dialogach tak, by dać iluzję "bycia na czasie". Owszem, bohaterowie potrafili grać mi na nerwach (zwłaszcza protagonistka), lecz zawsze kryło się za tym coś ludzkiego, a nie sztucznego.

Ella Rubin i Bo Bragason w serialu "Sterling Point"
Ella Rubin i Bo Bragason w serialu "Sterling Point". Fot. materiał prasowy

Dalsza część artykułu poniżej.

Ella Rubin ("Until Dawn"), odtwórczyni roli Annie, z każdym odcinkiem rosła w moich oczach. Obawiałam się, że z łatką uprzywilejowanej dziewczyny z Nowego Jorku tak łatwo nie zerwie, ale byłam w błędzie. Jej podróż do Kanady, budowanie relacji ze zwykłymi mieszkańcami nadjeziornych miasteczek i decyzje napędzane przez pragnienie rozwiązania zagadki, dzięki której odkryje swoją tożsamość, oglądało się z czystą przyjemnością i wzruszeniem wymalowanym na twarzy.

Większość ludzi, których spotykamy na małym ekranie, coś sobą reprezentuje. Drugoplanowe postaci nie są po prostu pionkami popychającymi fabułę do przodu, a osobowościami z własnym bagażem doświadczeń, nadającymi "Sterling Point" nieoczekiwaną złożoność. Amélie Hoeferle ("Eddington") w roli Ramony, o której dla satysfakcji reszty widzów powinnam milczeć, hipnotyzuje mimiką, a także sposobem, w jaki kontroluje emocje. Biorąc pod uwagę sam gatunek young adult, ostatni raz zachwyciła mnie tak Emma Mackey w "Sex Education".

Ella Rubin i Daniel Quinn-Toye w serialu "Sterling Point"
Ella Rubin i Daniel Quinn-Toye w serialu "Sterling Point". Fot. materiał prasowy

Dalsza część artykułu poniżej.

QUIZ: Z którego serialu jest ten bohater?

logo
Quiz

1 / 20 Ten podstępny mężczyzna jest z serialu:

Ramonie w duecie z Ooną, graną przez Bo Bragason (księżniczkę Zeldę z nadchodzącego filmu "The Legend of Zelda"), udaje się wiarygodnie odtworzyć sceny wyjęte żywcem z młodzieńczego życia, gdy rodzą się pierwsze miłości i najważniejsze przyjaźnie (jak w niejednym serialu dla matki i córki, który wiele mówi o dojrzewaniu). Reszta obsady również daje radę, choć po Keenie Ruffalo, synu Marka Ruffalo, spodziewałam się czegoś lepszego. Ile można bawić się stereotypem roztargnionego brata, którego jedyną robotą jest komediowe rozładowywanie napięcia?

"Sterling Point" to powrót do jakości seriali młodzieżowych z dawnych lat. Szkoda tylko, że streaming tak niechętnie daje pierwszym sezonom kilkanaście odcinków na start. Osiem godzin mi nie wystarczyło. Chcę więcej.