
"Pomoc domowa" zatrzęsła Prime Video – jest obecnie najchętniej oglądanym tytułem na platformie w Polsce. Nic dziwnego, bo thriller z Sydney Sweeney i Amandą Seyfried był gigantycznym hitem. Nie jest to jednak wybitny film, a raczej precyzyjnie skonstruowane pod publikę guilty pleasure. Jeśli szukacie dreszczowca z zupełnie innej ligi, wróćcie do "Zaginionej dziewczyny" z 2014 roku.
"Pomoc domowa" Paula Feiga to ekranizacja bestsellerowej powieści Freidy McFadden (która wcale się tak nie nazywa). Historia zaczyna się niewinnie: Millie (Sydney Sweeney), młoda kobieta próbująca ułożyć sobie życie po trudnej przeszłości, dostaje pracę gosposi u zamożnego małżeństwa (Amanda Seyfried i Brandon Sklenar). Zamieszkuje na poddaszu ich luksusowego domu i szybko odkrywa, że za idealną fasadą rodziny Winchesterów kryje się coś bardzo mrocznego.
Film odniósł gigantyczny sukces. Zarobił na świecie niemal 400 milionów dolarów przy budżecie wynoszącym około 35 milionów, stając się jednym z największych box-office'owych zaskoczeń 2025 roku. Polacy też tłumnie biegli do kina, a teraz masowo wciskają "odtwarzaj" przy "Pomocy domowej" na Prime Video (i zapewne czekają też na zapowiedzianą drugą część).
Skąd aż taki przebój? Widzowie kochają thrillery, a książka McFadden była jednym z najgłośniejszych i najpopularniejszych thrillerów ostatnich lat. Luksusowy dom, sekrety, manipulacje, zwroty akcji – dołóżmy do tego popularną gwiazdę "Euforii" i od lat cenioną Seyfried (w 2021 roku nominowaną do Oscara za "Manka"), a wytwórnia Lionsgate mogła otwierać szampana.
Czy "Pomoc domowa" jest dobrym filmem? Na pewno jest dobrym guilty pleasure. To jeden z tych thrillerów, które są absurdalne (finał jest szczególnie szalony), ale błyskawicznie wciągają. Prosty i lekki, skonstruowany idealnie pod masową publiczność. Nie ma w tym oczywiście nic złego – potrzebujemy również stricte rozrywkowego kina. Jeśli szukacie jednak ambitniejszego thrillera, odgrzebcie znakomitą "Zaginioną dziewczynę" z 2014 roku.
"Pomoc domowa" wciąga, ale "Zaginiona dziewczyna" zjada ten thriller na śniadanie
Film Davida Finchera, twórcy "Siedem", "Podziemnego kręgu", "Zodiaka" i "The Social Network", powstał na podstawie bestsellerowej powieści Gillian Flynn, która napisała również scenariusz. Już sam ten duet powinien być wystarczającą rekomendacją. To historia Nicka Dunne'a (Ben Affleck), którego żona Amy (Rosamund Pike) znika w dniu piątej rocznicy ślubu. Zamordował ją mąż? Wszystko na to wskazuje, ale szybko okazuje się, że w tej historii nic nie jest takie proste.
I właśnie na tym polu "Zaginiona dziewczyna" wygrywa. Fincher nie traktuje historii wyłącznie jako kryminalnej zagadki, ale buduje wokół niej gorzką opowieść o małżeństwie, manipulacji, medialnym spektaklu i tym, jak łatwo stworzyć własny wizerunek ofiary albo potwora. To thriller, w którym nie chodzi tylko o kolejne twisty i szokowanie, ale o to, żeby historia faktycznie miała coś do powiedzenia.
Rosamund Pike zagrała tak genialnie, że dostała za rolę Amy nominację do Oscara, Fincher po raz kolejny udowadnił, dlaczego jest jednym z najlepszych reżyserów thrillerów, a niepokojąca muzyka podwójnych laureatów Oscara, Trenta Reznora i Atticusa Rossa, robi robotę. "Zaginiona dziewczyna" potrafi bawić się konwencją thrillera i jednocześnie mistrzowsko manipuluje widzem. Już sami nie wiemy, komu wierzyć.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Ta jakość odróżnia "Zaginioną dziewczynę" od "Pomocy domowej". Ale nie tylko jakość. Fincher i Flynn nie boją się tworzyć postaci antypatycznych. W "Zaginionej dziewczynie" nie ma jednoznacznie dobrego bohatera, któremu szczerze kibicujemy – zamiast tego fascynuje nas toksyczny pojedynek dwóch "szarości". "Pomoc domowa" stawia na znacznie prostsze i bezpieczniejsze dla widza emocje, dzieląc bohaterów na ofiary i katów, co psychologicznie jest nieporównywalnie płytsze.
"Zaginiona dziewczyna" to również jeden z tych filmów, które zyskują przy każdym kolejnym oglądaniu. Znając finał, oglądamy go ponownie, żeby podziwiać reżyserską precyzję Finchera i wyłapywać mikrosmaczki w grze aktorskiej Rosamund Pike. Z kolei "Pomoc domowa" to produkcja "na raz", bo opiera się na shockerach. Kiedy znamy już zakończenie, cały efekt pryska i właściwie nie ma już powodu, żeby do niej wracać.
Właśnie dlatego "Zaginiona dziewczyna" pozostaje filmem kultowym, który zgarnął worek wyróżnień, podczas gdy "Pomoc domowa" (która raczej nigdy nie osiągnie takiego statusu) świetnie sprawdza się jako guilty pleasure na jeden wieczór. A jeśli po filmie chcecie pójść jeszcze dalej, warto sięgnąć po książkę Gillian Flynn, bo literacko to już naprawdę inna liga niż bestseller McFadden.




