
Oświetlenie w filmach i serialach zmieniło się drastycznie na przestrzeni lat. Widzowie mogą za to podziękować streamingowi i współczesnym praktykom stosowanym przez obie branże. Nostalgiczne kolory – z wysokim kontrastem i saturacją – zostały zastąpione przez blade odcienie, które wzbogacają rozczarowanie, jakie od dłuższego czasu pozostawia po sobie Hollywood. Na "fatalne" światło cierpią nie tylko "Harry Potter" i "Diabeł ubiera się u Prady 2".
Doba prequeli, sequeli, spin-offów, remake'ów i rebootów odsłoniła kolejny problem, z jakim boryka się Fabryka Snów i dzisiejsza telewizja. Widzowie, chcąc uciec przed szarością za oknem, natrafiają na 50 innych odcieni tego samego koloru zarówno na małym, jak i dużym ekranie.
W kontekście oświetlenia (dziś nazywanego obraźliwie "oświetleniem Netflixa"), które konsekwentnie wykorzystują media audiowizualne, memiczny zwrot "kiedyś to było, teraz to nie ma" pasuje jak ulał. Widzowie są wściekli, że ostatni bastion utopijnego "amerykańskiego snu", za jaki uchodziło choćby zachodnie kino, również upadł. Coś musi być na rzeczy, skoro publiczność domaga się technikoloru (wymagającej, ale pięknej techniki rodem z "Czarnoksiężnik z Oz" z 1939 roku), tyle że na powrót do przeszłości może być już za późno.
Oświetlenie w filmach i serialach. Dlaczego dziś jest tak płaskie i nijakie?
Jak pisałam po premierze pierwszego zwiastuna nadchodzącego serialu "Harry Potter", adaptacja HBO stawia na płaskie oświetlenie i równie płaską ekspozycję – widać to zwłaszcza w scenach za dnia (m.in. kiedy protagonista jedzie pociągiem do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie).
"Można odnieść wrażenie, że twórcy zdecydowali się wymieszać różne odcienie szarości, ale zlekceważyli głębię i kontrast na rzecz równomiernego oświetlenia. W przypadku ciemnych scen jest nieco lepiej, natomiast przywodzą one na myśl 7. odcinek pierwszego sezonu 'Rodu smoka', w którym praca oświetleniowca była raczej minimalna" – mogliście u nas przeczytać.
Większość sequeli hitów z lat 00. XXI wieku , w tym "Diabeł ubiera się u Prady 2" Davida Frankela i "Zakręcony piątek 2" Nishy Ganatry, służą jako żywe przykłady zmian, jakim poddano oświetlenie filmowe. W tych kontynuacjach soczystych barw i tzw. twardych cieni nie uświadczymy. Niektórzy będą się spierać, że inspirowany estetyką lat 60. i 70. zwiastun prequelu "Igrzysk śmierci" ("Wschodu słońca w dniu dożynek") odstaje od reszty blockbusterów, ponieważ tryska kolorami. Niestety – pomimo chęci – adaptacja prozy Suzanne Collins również wpada w pułapkę "oświetlenia Netflixa".
Streaming odmienił wszystko. W trakcie kręcenia zdjęć ujęcia muszą być jednolite, gdyż wymóg płaskiego światła ułatwia pracę twórcom, którzy nie mogli przejść obojętnie obok wyzwań, jakie w trakcie zmian technologicznych – m.in. wprowadzenia lepszych narzędzi, w tym profesjonalnych kamer cyfrowych poszerzających zakres dynamiczny – napotkała wszelako rozumiana kinematografia.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W czasach świetności kin studyjnych i multipleksów filmy oglądało się przeważnie w zaciemnionych pomieszczeniach – otaczająca nas zewsząd czerń pozwalała nam wyraźniej dostrzegać niuanse zachodzące w procesie ustawiania ekspozycji, postprodukcyjnej edycji barw i tworzenia przyjemnych dla oka kompozycji (kadrów).
Obecnie widzowie sięgają po telefony, coraz częściej rozkoszując się seansem w świetle dnia, m.in. jadąc komunikacją miejską do szkoły lub pracy. Oświetlenie Netflixa jest złotym środkiem, który sprawdza się zarówno przy blasku księżyca, jak i w promieniach słońca. Jeśli po południu i w niedalekiej odległości od okna włączycie na smartfonie produkcję z lat 90., gwarantuję wam, że obraz będzie nieczytelny (zbyt ciemny, by czerpać z niego jakąkolwiek przyjemność), a w ekranie zobaczycie swoje lustrzane odbicie.
W tekście poświęconym serialowemu rebootowi "Harry'ego Pottera" wspominałam, że bolączką streamingu potrafi być też napięty grafik, który nie pozwala ekipom na tworzenie "wysokich kontrastów". Ze względu m.in. na deadline'y mało kto może sobie na nie pozwolić. W późnym kapitalizmie decyzje artystyczne giną pod naciskiem wytwórni i producentów (jedynie niezależne dzieła mogą uchronić się przed takim losem).
