
Kino i telewizja też dostosowuje się do nowych technologii. Światło Netflixa nie jest jedynym elementem bieżącego etapu ewolucji kinematografii. Coraz częściej filmy i seriale są kadrowane w taki sposób, aby dało się je z przyjemnością konsumowali na smartfonach. Zapomnijcie o zasadzie trójpodziału i detalach. Przyzwyczajajcie się, bo to dopiero początek.
Zwiastun serialu "Harry Potter" dla wielu był bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Pamiętając o żywych kolorach filmowej adaptacji o "chłopcu, który przeżył", zapowiedź rebootu produkowanego przez HBO wydała się nam nijaka, jakby pozbawiono jej duszy. Szarość, chłód, płaska ekspozycja i brak kontrastów – publiczność zaczęła głośno skarżyć się na nowe, ale wcale nie lepsze zabiegi, od których branże kreatywnie w ostatnim czasie nie mogą się odpędzić. Nagłe część widzów zaczęła tęsknić za technikolorem (żmudną, ale piękną techniką rodem z "Czarnoksiężnik z Oz" z 1939 roku) i za hollywoodzkim kunsztem (z czasów przed rozwojem mediów społecznościowych).
Oświetlenie Netflixa, bo tak przyjęło się nazywać wspomnianą szarzyznę, jest owocem ostatniego skoku technologicznego i nawyków konsumentów. Widzowie sięgają po smartfony, coraz częściej rozkoszując się seansem w świetle dnia, m.in. jadąc komunikacją miejską do szkoły lub pracy. Światło spopularyzowane przez giganta streamingu jest zatem złotym środkiem, który sprawdza się zarówno przy blasku księżyca, jak i w promieniach słońca. Na tym nie kończy się wpływ urządzeń mobilnych na sposób, w jaki realizowane są dziś filmy i seriale.
Kino i telewizja otwierają się na pionowy format wideo. Od teraz będziecie zauważać to wszędzie
Twórcy kina i telewizji lata temu zakochali się w zasadzie trójpodziału. Polega ona na dzieleniu kadru dwiema liniami poziomymi i dwiema pionowymi (na dziewięć jednakowych części), a następnie umieszczaniu wzdłuż nich lub w miejscu ich przecięcia najistotniejszych elementów obrazu, na których ma się skupić wzrok widza. Ciąg Fibonacciego (złota proporcja) również cieszył się w przeszłości wielkim zamiłowaniem wśród reżyserów i operatorów, ale mainstreamowe filmy i seriale odchodzą od niego, podobnie jak od wspomnianej wcześniej "reguły trzech".
Czy podczas ostatniego seansu dostrzegliście może, że filmowi i serialowi bohaterowie są notorycznie pozycjonowani na samym środku kadru? Że tło za nimi jest nieostre? Że zarówno lewej, jak i prawej stronie brakuje detali? Imponująca "Obsesja" Curry'ego Barkera została celowo nakręcona w taki sposób, by siać jeszcze większy niepokój w sali kinowej. I choć w przypadku tego horroru kadry nadające się pod pionowy format wideo były częścią artystycznej wizji, tego samego nie powiemy raczej o nadchodzącej animacji Disneya "Hokus: Królestwo magii", na którą zwrócili uwagę internauci. Widzowie sugerują dodatkowo, że niektóre ujęcia w piątym sezonie "Stranger Things" również popełniają ten sam grzech.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Zmienił się zakres naszej uwagi i forma, w jakiej pochłaniamy media. Scrollujemy na TikToku, scrollujemy na Youtube, scrollujemy na Instagramie. Wszystko to robimy z ułożonym pionowo smartfonem w dłoni, a każdy ruch naszego palcem prowadzi do zastrzyku dopaminy. Próba dostosowania produkcji kinowych i telewizyjnych do formatu TikTokowej strony głównej nie wzięła się znikąd. To odpowiedź na naszą nieświadomą konsumpcję.
Edity, powycinane z filmów sceny, analizy seriali – szczegółowe kadry są utrapieniem przy montowaniu reelsów. Podczas kilkugodzinnego scrollowania mogą nie być tak łatwe w odbiorze jak te wertykalne. Przy nich oko w sekundę znajduje punkt zaczepienia.




