Timothée Chalamet w filmie "Mój piękny syn"
"Mój piękny syn" z Timothée'em Chalametem nie jest lekkim seansem Fot. materiał prasowy

Timothée Chalamet uchodzi za jedną z najbardziej obiecujących gwiazd młodego pokolenia Hollywoodu. W jego filmografii – obok "Tamtych dni, tamtych nocy", "Diuny" i "Wielkiego Marty'ego" – natkniemy się również na tytuły, które zasłużyły na znacznie większy rozgłos. Trzykrotnie nominowany do Oscara aktor przeszedł samego siebie w dramacie ze Stevem Carellem z 2018 roku.

REKLAMA

Niewielu aktorów w wieku 30 lat mogło pochwalić się tyloma szansami na sięgnięcie po prestiżową statuetkę Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Timothée Chalamet – jak sam zresztą zapowiedział – zamierza dołączyć do największych nazwisk Fabryki Snów. Choć za "Tamte dni, tamte noce" Luki Guadagnino, "Kompletnie nieznanego" Jamesa Mangolda i "Wielkiego Marty'ego" Josha Safdiego nie udało mu się sięgnąć po upragnionego Oscara, drzwi prowadzące do "złotego rycerzyka" nadal pozostają dla niego otwarte. Widzowie już wróżą mu nagrody za trzecią część "Diuny" Denisa Villeneuve'a.

Chalamet ma na koncie wiele przejmujących kreacji, ale za występ w jednym filmie należy mu się większe uznanie. W rozdzierającej ekranizacji wspomnień amerykańskiego dziennikarza Davida Sheffa (i książki jego syna) wcielił się w narkomana, pokazując pełen wachlarz swoich aktorskich możliwości.

"Mój piękny syn" to najbardziej niedoceniony film z Timothée'em Chalametem. Gdzie obejrzeć?

"Mój piękny syn" w reżyserii Felixa Van Groeningena ("Osiem gór") śledzi losy pisarza "The New York Timesa", który nieustannie walczy o swojego syna. Nicolas trafił już nieraz na odwyk, ale poprawa niemalże za każdym razem była krótkotrwała. Po narkotyki i alkohol sięgnął w bardzo młodym wieku, starając się zagłuszyć targające nim emocje. Ostatecznie uzależnił się od metamfetaminy – wiele razy znikał z domu, by po długim czasie wrócić do niego w opłakanym stanie.

Filmowa wersja wspomnień Sheffa traktuje przede wszystkim o rodzicielskiej miłości. Ojciec nie ustępuje w swojej walce, nawet gdy nadzieja na poprawę wydaje się coraz bardziej odległa.

Dramat biograficzny, którego światowa premiera odbyła się podczas 43. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto, jest niezwykle ludzkim portretem rodziny osoby uzależnionej. "Mój piękny syn" pozwolił Timothée'emu Chalametowi pokazać swój talent w bardziej surowym wydaniu. Stworzona przez niego kreacja jest autentyczna i pozbawiona brokatu – przywodzi na myśl występ Leonarda DiCaprio w "Przetrwać w Nowym Jorku" z 1995 roku.

Dalsza część artykułu poniżej.

Na planie Chalametowi towarzyszył Steve Carell, odtwórca Michaela Scotta w sitcomie "Biuro", którego lekka gra zaskakująco dobrze pasuje do niezależnego kina, co pokazała choćby "Mała miss" z 2006 roku. W obsadzie "Mojego pięknego syna" znaleźli się również: Jack Dylan Grazer ("To"), Maura Tierney ("Ostry dyżur"), Amy Ryan ("Gdzie jesteś, Amando?"), Kaitlyn Dever ("The Last of Us") i Timothy Hutton ("Francuski pocałunek").

"Mój piękny syn" skacze między teraźniejszością a retrospekcjami, by możliwie jak najlepiej zarysować dramat, cykliczność i nieprzewidywalność choroby, na którą cierpi Nic. Ubrana w realistyczne szaty narracja przypomina poniekąd dramat "Szkolny chwyt" Ryana Flecka z Ryanem Goslingiem ("Projekt Hail Mary"). Dzieło Van Groeningena warto obejrzeć w serwisie streamingowym Prime Video.