Robert Pattinson w "Tenet"
Nolan nie ma na koncie samych sukcesów Fot. Kadr z "Teneta"

Każdy, kto w czasie pandemii COVID-19 udał się do kina na "Tenet", pamięta zapewne, jak bolesny był to seans. Zapowiadał się świetnie. Na papierze wszystko wyglądało tak, jakby był to film napisany z myślą o mnie. Do dziś uważam, że to najgorszy obraz, pod którym podpisał się Christopher Nolan.

REKLAMA

Eksperymenty z czasem, Christopher Nolan, Robert Pattinson i zapowiedź wielkiego kina – do teraz opis ten mnie ekscytuje. A jednak seans "Tenet" był jednym z najbardziej męczących w mojej karierze kinomana. Co poszło nie tak?

"Tenet", czyli pomysł świetny, ale realizacja fatalna

Już na starcie warto zauważyć największą wadę filmu "Tenet". Jego fabuła jest tak chaotyczna i skomplikowana, że przed odświeżeniem sobie tej produkcji musiałem przypomnieć sobie, o co w tym wszystkim chodzi.

Mamy więc agenta służb specjalnych (John David Washington), który w napisach końcowych jest określany mianem "Protagonisty" (tak, nawet nie znamy jego imienia!). Pewnego niekoniecznie pięknego dla niego dnia zostaje zwerbowany do tajemniczej organizacji Tenet. Ma wytropić mafię, która sięga po technologię służącą do manipulacji czasem.

Sam opis brzmi jak coś dla mnie! Uwielbiam filmy, które starają się nam wyjaśnić różne dziwne koncepcje dotyczące fizyki kwantowej lub tłumaczą naturę czasu.

Sam "Tenet" opiera się na koncepcji odwróconego czasu (tzw. inwersji). Ponownie: brzmi to jak zapowiedź wspaniałego filmu. Tyle że sama koncepcja okazała się efektowna wizualnie, ale pokazana przez Nolana w tak chaotyczny i skomplikowany sposób, że w czasie seansu nieco mnie mdliło. Zamiast angażować emocjonalnie, film często zmusza nas do rozgryzania zasad rządzących światem przedstawionym. I jasne, to może działać, tyle że tylko wtedy, gdy angażuje nas historia i zależy nam na losie bohaterów.

To prowadzi nas do tego, o czym już wspomniałem: główny bohater jest dla nas anonimowy. To nasz "Protagonista". Choć wydaje się to błahostką, przez to trudniej się z nim utożsamić. Do tego zawodzi sam Washington (syn Denzela Washingtona) odtwarzający główną rolę: nie gra na tyle przekonująco, by chciało się mu kibicować. Nie wspominając już o braku chemii pomiędzy nim a innymi bohaterami. Do tego Pattinson jest tu bardzo niewykorzystany!

Dalsza część artykułu poniżej.

logo
Quiz

1 / 11 Z jakiego filmu pochodzi ten kadr?

Fot. materiał prasowy

Film skupia się bardziej na koncepcji niż na emocjach. Zupełnie jakby ekranizowano książkę do fizyki, a nie pełnokrwisty scenariusz.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Nolan potrafił w przeszłości przenieść na wielki ekran tego typu koncepcje. W końcu nakręcił "Interstellar" czy przede wszystkim "Incepcję". Tyle że wtedy empatyzowaliśmy z bohaterami, wiedzieliśmy, o jaką stawkę grają i dlaczego robią to, co robią. W "Tenet" tego nie ma. Albo jest, ale zarysowane tak słabo, że właściwie nie ma dla widza znaczenia.

W przeciwieństwie do innych dzieł Nolana, w których znaczenie miały np. relacje rodzinne i ogólnie międzyludzkie, w "Tenet" dominuje chłód i zdystansowanie.

Dalsza część artykułu poniżej.

Najgorszy film Nolana, bo za mało tu kina, za dużo efektów specjalnych

"Tenet" jest filmem złym, bo wygląda tak, jakby Nolan zapomniał po co kręci się filmy. Nie dlatego, by zachwycać technikaliami i efektami specjalnymi, ale by wzruszać, przerażać, po prostu wywoływać u widza emocje.

Ciekawe, czy tę lekcję odrobił przy najnowszym swoim projekcie – "Odyseja" Nolana trafiła do kin i zbiera pierwsze recenzje. Zuzanna Tomaszewicz z naTemat nie była zachwycona i przyznała nowemu widowisku Brytyjczyka 2,5/5 gwiazdki. "Trzeba mieć jednak talent, by uczynić "Odyseję" tak nużącą. (...) Próba zamknięcia Homera w szarej, odartej z barw antyku ramie powiodła się, ale jakim kosztem. Reżyser "Oppenheimera" poległ na spotkaniu z horrorem i fantasy, dając widzom blockbuster, który odejdzie w niepamięć szybciej, niż myślimy" – pisze w swojej recenzji.

Konkurencja nie śpi zresztą nawet ze strony maszyn: AI zrobiło własną "Odyseję". Niewykluczone, że Nolanowska wersja wypadnie przy niej jak bajka dla dzieci.