
Powstaje film o legendarnym wokaliście Black Sabbath, Ozzy'm Osbournie. Syn zmarłego nieco ponad rok temu artysty nie kryje, że produkcja będzie czymś, czego pragną fani heavy metalu.
Ozzy Osbourne zmarł 22 lipca 2025 roku. Właśnie trwają prace nad ekranizacją jego biografii. Jaki film otrzymamy? Ze słów Jacka Osbourne'a, syna wokalisty Black Sabbath, wynika, że nie ma co liczyć na "głębokie" kino psychologiczne.
Ozzy Osbourne na wielkim ekranie
Ozzy Osbourne to jedna z najbarwniejszych postaci świata muzyki: legendarny wokalista Black Sabbath, słynący z bardzo imprezowego życia. O znaczeniu Ozzy'ego dla muzyki najlepiej świadczy to, że na jego pożegnalnym koncercie zagrali najwięksi giganci rocka i metalu.
Dziwi tylko jedno: jak to możliwe, że dotąd nikt nie nakręcił filmu fabularnego o Ozzym. Jego postać pojawia się w jednej scenie "Brudu", biografii Motley Crue, ale osobnej ekranizacji dotąd nie dostaliśmy. Ma się to jednak zmienić.
Film o Ozzym Osbournie nie będzie "pseudoartyzmem"
W rozmowie z "E! News" Jack Osbourne przekazał, że scenariusz filmu o jego ojcu jest gotowy. Teraz pozostaje tylko znaleźć reżysera.
– Idziemy na całość i mamy już kogoś na oku. Nie mogę jeszcze zdradzić kto to jest, ale rozmowy już się odbyły. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będzie to prawdziwa petarda – powiedział.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Całość ma być ostrą jazdą bez trzymanki, twierdzi Jack. – Dajmy fanom to, czego chcą. To są nasi ludzie, to dla nich tworzymy, dla nich mój tata pisał muzykę i jeździł w trasy, dla nich robiliśmy te wszystkie programy telewizyjne (...). Tworzymy ten film we współpracy z Sony i na spotkaniach stale powtarzam: "Musimy dać fanom to, czego oczekują. Nie możemy zrobić z tego jakiejś pseudoartystycznej, ezoterycznej biografii". Nie, nie pójdziemy tą drogą – z wielu powodów – ale przede wszystkim dlatego, że to po prostu nie jest to, czego chcą fani – dodał.
Wiele więc wskazuje na to, że filmowa biografia Ozzy'ego nie będzie przypominała np. "Rocketmana", produkcji o Eltonie Johnie, a bardziej wspomniany już "Brud", który pokazał rock'n'rollowe życie muzyków Motley Crue.
Trudno się temu dziwić, skoro nawet największe kasowe hity bywają krytykowane za ugrzecznienie. Jak pisaliśmy w naTemat, "Bohemian Rhapsody" to filmowy pomnik dla Freddiego Mercury'ego, ale twórcy poszli tam na łatwiznę – scenariusz był do bólu sztampowy.
W przypadku Ozzy'ego będzie zaś co pokazać. Wokalista został wyrzucony z Black Sabbath za nadużywanie niemal wszystkiego! A mowa przecież o grupie, której pozostali członkowie także nie należeli do aniołków (zresztą, gdy nazywasz swój zespół "Czarny sabat", nie wypada ci żyć w przykładny sposób...).
Cały świat rocka z mieszanką podziwu, zachwytu i konsternacji komentował jego słynne odgryzienie głowy nietoperzowi (ponoć Ozzy zrobił to przez pomyłkę – myślał, że to gumowa zabawka, którą jakiś fan wrzucił na scenę) czy gołębiowi (tym razem chciał zaimponować przedstawicielom wytwórni płytowej).
Film to niejedyny projekt, dzięki któremu rodzina podtrzymuje obecność muzyka w popkulturze. Jak pisaliśmy w naTemat, Ozzy Osbourne wraca jako AI – syn legendy mówił o "przerażającym podobieństwie". Na rynku ma pojawić się cyfrowy bot Ozzy'ego, którego – według Sharon Osbourne – będzie można zapytać "o wszystko", a on odpowie głosem zmarłego wokalisty. Wskrzeszony zostanie również festiwal Osbourne'a.




