Grogu (Baby Yoda)
Film "Mandalorian i Grogu" świetnie radzi sobie w kinach Fot. Kadr z "Gwiezdnych wojen: Mandalorian i Grogu"

Sześć lat po premierze ostatniego aktorskiego filmu z uniwersum "Gwiezdnych wojen" saga wróciła do kin z hukiem. "Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu" zaliczyło mocne otwarcie na świecie i już po pierwszym weekendzie zaczęło wspinać się po liście największych hitów 2026 roku. Choć wynik jest daleki od rekordów ery Skywalkerów, Disney może odetchnąć z ulgą – produkcja z Pedro Pascalem wygląda na finansowy sukces.

REKLAMA

Film wyreżyserowany przez Jona Favreau jest kontynuacją hitowego serialu "The Mandalorian" Disney+. Do swoich ról wrócili Pedro Pascalktórego obecność na planie zastanawiała fanów – i oczywiście uroczy Grogu, zwany Baby Yodą, a w obsadzie znaleźli się też m.in. Sigourney Weaver ("Obcy"), Jeremy Allen White ("The Bear") oraz... legedarny reżyser Martin Scorsese, który użyczył głosu jednemu z kosmitów (i produkuje nowy "Przylądek strachu").

"Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu" triumfuje w box office, ale...

Według branżowych prognoz "Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu", które zbierają umiarkowane recenzje krytyków, zakończy weekend otwarcia z wynikiem około 165 mln dolarów na całym świecie. Na tę kwotę składa się 102 mln dolarów z amerykańskich kin oraz 63 mln z rynków zagranicznych. To wystarczyło, by film błyskawicznie wskoczył do światowego TOP 11 najbardziej dochodowych produkcji 2026 roku.

Co szczególnie ważne dla Disneya, budżet produkcji miał wynosić około 165 mln dolarów. To czyni "Mandaloriana i Grogu" najtańszym aktorskim filmem spod szyldu "Star Wars" od czasu reaktywacji marki w 2015 roku, ale też oznacza, że produkcja praktycznie zwróci koszt realizacji już po premierowym weekendzie.

Eksperci studzą jednak entuzjazm fanów liczących na miliard dolarów wpływów. Debiut filmu w USA należy do słabszych otwarć w historii kinowych "Gwiezdnych wojen", dlatego wiele wskazuje na to, że produkcja zakończy globalny box office w okolicach 500–600 mln dolarów. To nadal byłby solidny wynik, choć znacznie niższy niż osiągały największe odsłony sagi Skywalkerów. Pamiętajmy jednak, że "Mandalorian i Grogu" to solowy film, a nie część hitowych trylogii (o przyszłość tej ostatniej fani wciąż się kłócą), które z zasady zbierają największe pieniądze.

Dalsza część artykułu poniżej.

Disney – który promował swój nowy film m.in. w Krakowie – może jednak liczyć na coś więcej niż same bilety kinowe. "Star Wars" od lat jest potęgą merchu, a Grogu pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci popkultury ostatnich lat, co przekłada się na niezliczone gadżety z wizerunkiem zielonego malucha. Do tego dochodzą przyszłe wpływy z VOD, streamingu i sprzedaży wydań fizycznych.

Słabszy od dawnych hitów rezultat oznacza jednak dodatkową presję dla przyszłości marki. Disney szykuje już kolejne kinowe projekty ze świata "Star Wars", w tym "Star Wars: Starfighter" z Ryanem Goslingiem, które ma trafić do kin w 2027 roku. Jeśli ono również nie spełni oczekiwań finansowych, pod znakiem zapytania mogą stanąć następne planowane filmy. Na szczęście zostają jednak seriale, w tym genialny "Andor", który zachwyca nie tylko fanów "Gwiezdnych wojen", oraz powracająca po przerwie "Ahsoka".