
"Latarnie", nowy serial HBO Max o Zielonych Latarniach, to serial superbohaterski, ale zupełnie nie taki, jakiego można by się spodziewać. Kryminał w prowincjonalnej Nebrasce z dwoma skrajnie różnymi gliniarzami przypomina "Detektywa" i nie jest to przesada. DC i HBO mają hit.
"Latarnie" zadebiutowały na HBO Max 17 sierpnia i od razu stały się jedną z najciekawszych serialowych premier tego roku. A sądząc po recenzjach krytyków, którzy widzieli więcej niż jeden odcinek, również jedną z najlepszych. Po premierze pilota "Latarnie" są już najchętniej oglądanym serialem na tej platformie w Polsce (kolejne odcinki będą trafiać do sieci w poniedziałki).
Opowiada o dwóch Zielonych Latarniach z komiksów DC – międzygalaktycznych stróżach prawa, którzy dzięki potężnym pierścieniom zyskują niezwykłe moce. Doświadczony Hal Jordan, w którego wciela się Kyle Chandler (niedoceniane "Bloodline", "Manchester by the Sea"), oraz nowy rekrut John Stewart, grany przez Aarona Pierre'a ("Rebel Ridge", "Mufasa: Król Lew"), trafiają na trop morderstwa w niewielkim Rushville w zapomnianej przez Boga Nebrasce.
Hal szybko dochodzi do wniosku, że za zbrodnią może stać coś zdecydowanie nie z tego świata (przydaliby się Mulder i Scully). I zaczyna się zabawa.
"Latarnie" może są i superbohaterskim serialem DC, ale ogląda się je jak "Detektywa"
"Latarnie" są częścią nowego uniwersum DC, ale zamiast zasypywać widza kosmicznymi bitwami i komputerowymi efektami, stawiają na znacznie bardziej "ludzką" historię. Mamy małe miasteczko, zagadkową zbrodnię, dwóch skrajnie różnych bohaterów i coraz więcej pytań, na które odpowiedzi prowadzą w niepokojące (i coraz dziwniejsze) rejony. Serial rozgrywa się przy tym na dwóch płaszczyznach czasowych, a tajemnica z przeszłości ma bezpośredni związek z wydarzeniami dziejącymi się dekadę później.
Porównania do pierwszego sezonu "Detektywa" nie są więc tylko marketingową zagrywką. Chris Mundy, showrunner "Latarni", sam wskazywał na kultowy serial HBO jako jedną z ważnych inspiracji i mówił o "emocjonalnej tajemnicy", w której równie istotne jak pytanie "kto zabił?" jest to: "dlaczego zabił?". Twórcy – oprócz Mundy'ego są to Damon Lindelof, jeden z ojców "Zagubionych", i twórca komiksów Tom King – otwarcie porównywali dynamikę Hala i Johna do skomplikowanej relacji Rusta Cohle'a i Marty'ego Harta.
Dalsza częsć artykułu poniżej.
Czy rozpoznasz bohaterów Marvela i DC po zdjęciu?
1 / 20 Jak nazywa się ta postać z filmów Marvel Cinematic Universe?
Fot. materiał prasowy
"Latarnie" może i są detektywistycznym dramatem i neo-westernem, ale nie zapominają, że wciąż są serialem o Zielonych Latarniach. Komiksowa mitologia jest tu bardzo ważna, choć podana w bardziej "ziemskiej" formie.
Są pierścienie mocy, nawiązania do szerszego świata DC i elementy, które będą miały znaczenie dla przyszłości całego uniwersum (na razie w DCU mamy jeszcze świetnego "Supermana" i nieudaną "Supergirl" oraz dwa wcześniejsze seriale: "Koszmarne Komando" i "Peacemakera"). Ale wcale nie trzeba znać komiksów o Zielonej Latarni (pamiętacie ten koszmarny film z Reynoldsem?), żeby włączyć nowy serial HBO.
"Latarnie" HBO Max zachwyciły nie tylko krytyków. Widzom wystarczył jeden odcinek
Pierwszy odcinek "Latarni" jest tak dobry, że robi smaka na więcej. Zresztą na Rotten Tomatoes serial może obecnie pochwalić się 95 procentami pozytywnych recenzji (niektórzy krytycy widzieli już całość). Widzowie, choć na razie obejrzeli tylko pilot, przyznali mu 85 procent pozytywnych ocen.
Konsensus serwisu jest entuzjastyczny: "'Latarnie' otwierają drogę do kontrolowanej, fantastycznej ucieczki od rzeczywistości, w której Kyle Chandler i Aaron Pierre dzięki odważnym kreacjom, przyziemnemu scenariuszowi i charyzmatycznej chemii wciągają widzów do swojego niezwykłego świata".
Nawet ci krytycy, którzy kręcą nosem, są zgodni co do jednego: największą siłą serialu jest duet Chandlera i Pierre'a. Dennis Perkins z AV Club napisał, że to "tlący się konflikt między Halem i Johnem naprawdę napędza 'Latarnie'".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Chris Vognar z Boston Globe zauważył z kolei, że serial momentami potrafi pogubić się zarówno w scenach akcji, jak i w samej fabule, ale" działa za każdym razem, gdy Chandler i Pierre pojawiają się razem na ekranie". Daniel Fienberg z The Hollywood Reporter podsumował krótko: nawet w najbardziej nierównych momentach "gwiazdy nadal świecą".
Robert Lloyd z Los Angeles Times uznał, że "Latarnie" są na tyle świeże w szczegółach i sposobie realizacji, mają na tyle mocny scenariusz i są tak dobrze zagrane, że wydają się czymś naprawdę oryginalnym. "Tak, rzeczy nadal efektownie wybuchają – i to na bardzo, bardzo zielono! Tyle że dzieje się to głównie na Ziemi, a stawka jest znacznie bardziej ludzka niż zwykle" – stwierdził z kolei David Fear z Rolling Stone. A Sam Adams ze Slate jest zdania, że "Latarnie" stworzyły coś własnego – "historię o superbohaterach dla ludzi, którzy myślą, że nie lubią historii o superbohaterach".
"Latarnie" nie są nowym "Detektywem", ale są chyba najbliższą pierwszemu sezonowi rzeczą, jaką dostaliśmy od dawna. To wciąż superbohaterski serial osadzony w świecie DC, w którym prędzej czy później muszą pojawić się rzeczy znacznie bardziej fantastyczne niż ponure przesłuchanie w prowincjonalnym komisariacie. Ale jeśli tęskniliście za dobrym, mrocznym kryminałem o dwóch skrajnie różnych stróżach prawa (co z tego, że kosmicznego), to odpalajcie HBO Max.




