
Hollywood wreszcie ma powody do świętowania – widzowie w końcu wracają do kin. Pierwsza połowa 2026 roku przyniosła zarówno miliardowe przeboje, jak i spektakularne finansowe klapy, które pokazały, że nawet najpopularniejsze franczyzy i wielkie nazwiska nie mają dziś gwarancji sukcesu. Redakcja "Variety" wskazała filmy, które najlepiej podsumowują kondycję współczesnego kina – od największych zwycięzców w box office, przez bolesne porażki, po produkcje, które utknęły... gdzieś pomiędzy.
Pierwsza połowa 2026 roku była wyjątkowo optymistyczna dla Hollywood. Po kilkuletniej, pandemicznej posusze widzowie coraz chętniej wracają do kin. "Pomogły w tym zarówno niespodziewane hity, takie jak "Obsesja" i "Backrooms", jak i udane kontynuacje pokroju "Super Mario Galaxy Film", "Toy Story 5" oraz "Diabeł ubiera się u Prady 2" – zauważa "Variety".
Według danych firmy Rentrak sprzedaż biletów w amerykańskich kinach wzrosła o 10 proc. w porównaniu z 2025 rokiem. Co więcej, Hollywood notuje najlepsze lato od czasu pandemii, a wpływy z czteromiesięcznego sezonu mają po raz pierwszy od fenomenu "Barbenheimera" w 2023 roku przekroczyć granicę 4 mld dolarów. A przecież 2026 rok jeszcze się nie kończy: do kin dopiero weszła "Odyseja", czekamy na "Spider-Man: Całkiem nowy dzień", "Diunę: Część trzecią" i "Avengers: Doomsday".
Jak analizuje "Variety", w sukcesie pomogły zarówno wielkie franczyzy, jak i nieoczekiwane hity, które udowodniły, że dziś o kasowym wyniku decyduje nie tylko rozpoznawalna marka, ale także dobry marketing i entuzjazm widowni. Minione sześć miesięcy pokazało jednak również drugą stronę medalu. Kilka wysokobudżetowych produkcji boleśnie rozczarowało, a znane marki (jak aktorska "Vaiana" Disneya i "Władcy Wszechświata" o He-Manie) przekonały się, że sama popularność franczyzy i popkulturowa nostalgia nie wystarczą już, by przyciągnąć tłumy przed ekrany.
Redakcja "Variety" podsumowała pierwsze półrocze, dzieląc najgłośniejsze premiery kinowe na trzy kategorie: The Good, The Bad i The Meh (dobre, złe i takie sobie). Obok kasowych hitów znalazły się spektakularne finansowe wpadki oraz filmy, które trudno jednoznacznie uznać za sukces lub klapę. Zestawienie branżowego magazynu pokazuje, które strategie przynoszą dziś Hollywood zyski, a które coraz częściej zawodzą.
Sukcesy w kinach w 2026 roku
Na czele zwycięzców znalazł się animowany "Super Mario Galaxy Film", który zarobił na świecie ponad miliard dolarów. Choć sequel nie powtórzył fenomenu pierwszej części ani nie zachwycił krytyków w takim stopniu jak poprzednik z 2023 roku, stosunkowo niewielki (jak na animację) budżet w wysokości 110 milionów dolarów sprawił, że film okazał się ogromnym sukcesem. Co więcej, udowodnił, że widzowie wciąż chcą wracać do kultowego świata gier o wąsatym Mario.
Jednym z największych sukcesów roku został również "Project Hail Mary". Widowisko science fiction z Ryanem Goslingiem nie tylko przyniosło Amazon MGM Studios ponad 680 mln dolarów wpływów (przy 200 milionach dolarów budżetu), ale także potwierdziło, że gwiazdor "Barbie" wciąż potrafi przyciągnąć publiczność. Świetne recenzje, marketing oparty na poczcie pantoflowej i entuzjazm... astronautów sprawiły, że film stał się jednym z największych kinowych wydarzeń pierwszego półrocza.
Na liście zwycięzców nie mogło zabraknąć również "Michaela". Biografia Michaela Jacksona trafiła do kin w atmosferze kontrowersji i krytyki za pomijanie najciemniejszych rozdziałów życia artysty. Recenzenci nie zostawili suchej nitki, porównując biopic do artykułu z Wikipedii, ale publiczności najwyraźniej to nie przeszkadzało. Film przekroczył miliard dolarów wpływów (budżet wyniosł 155 milion dolarów) i został najbardziej dochodową biografią muzyczną w historii kina.
Największą sensacją okazał się jednak horror "Obsesja". Produkcja Curry'ego Bakera kosztowała zaledwie 750 tys. dolarów, a zarobiła ponad 426 mln. Zdaniem "Variety" to dowód, że twórcy z YouTube'a potrafią dziś skuteczniej przyciągnąć młodą widownię do kin niż niejeden hollywoodzki gigant. Sukces filmu pokazuje też, że media społecznościowe nie odebrały kinom młodszych widzów, ale wciąż mogą ich skusić dużym ekranem.
Dalsza część artykułu poniżej.
1 / 13 Starsza kobieta opowiada o swojej młodości wnuczce i grupie nieznajomych, mimo że jej opowieść sprzed 84 lat ma "momenty".
Fot. AI
Porażki w kinach w 2026 roku
W gronie największych rozczarowań znalazła się "Supergirl", czyli nowy film DC. Komiksowy film z Milly Alcock ("Ród smoka") zarobił dotychczas zaledwie 115 mln dolarów przy budżecie wynoszącym 170 mln. Według "Variety" problemem nie była wyłącznie fala internetowej krytyki i mizoginistycznego hejtu, ale przede wszystkim zmęczenie widzów komiksowymi produkcjami o bohaterach z drugiego planu. Batman czy Superman wciąż przyciągają tłumy.
Finansową katastrofą okazała się również zmiażdżona przez krytyków i widzów "Melania". Dokument poświęcony Melanii Trump kosztował 40 mln dolarów, a jego wpływy nie przekroczyły 17 mln. Redakcja "Variety" zauważa ironicznie, że projekt prawdopodobnie od początku nie miał zarobić pieniędzy, lecz spełnić oczekiwania "publiczności liczącej jedną osobę", z czym naprawdę trudno się nie zgodzić.
Nie udał się także wielki powrót "Gwiezdnych wojen" do kin. Uroczy "The Mandalorian and Grogu" przyciągnął wiernych fanów serii, ale nie zainteresował młodszych widzów. W efekcie produkcja, która kosztowała 165 milionów dolarów i zarobiła 340 milionów, ma szansę zostać najmniej dochodowym kinowym filmem z uniwersum "Star Wars".
Porażką zakończyła się również premiera "Panny młodej!" w reżyserii Maggie Gyllenhaal. Artystyczna reinterpretacja historii Narzeczonej Frankensteina kosztowała aż 90 mln dolarów, lecz niemal całkowicie przepadła w kinach i zarobiła... 23,9 milionów. Zdaniem "Variety" nie pomogła ani nietypowa konwencja, ani bliskość premiery oscarowego "Frankensteina" Guillermo del Toro. Projektu nie uratowali nawet laureaci Oscara Christian Bale i Jessie Buckley.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Ani porażki, ani sukcesy, czyli hollywoodzkie znaki zapytania
Do kategorii kasowych średniawek trafili między innymi "Hopnięci" Pixara. Animacja została dobrze przyjęta przez krytyków, ale jej wynik finansowy (372 mln dolarów wpływów przy 150 mln budżetu) pokazał, że nowe historie wciąż mają znacznie trudniej niż kolejne odsłony sprawdzonych serii. To dla studia kolejny – po "Elio" z 2025 roku – sygnał, że sama jakość nie zawsze wystarczy, by przekonać rodziny do wizyty w kinie. A to niestety oznacza kolejne "odgrzewane kotlety", o czym najlepiej świadczą sukces "W głowie się nie mieści 2" z 2024 roku i tegoroczny triumf "Toy Story 5".
Podobnie "Variety" oceniło komedię "The Breadwinner" ("Żywiciel rodziny"), która ominęła polskie kina. Film został zmiażony przez widzów i krytyków, ale nie okazał się całkowitą klapą, bo zarobił 20 milionów przy 25 milionach budżetu. "Variety" ocenia, że film nie wykorzystał popularności komika Nate'a Bargatzego i nie zdołał odwrócić niekorzystnego trendu dla kinowych komedii, które od kilku lat mają coraz większy problem z przyciągnięciem widzów. Dlaczego? Ludzie wolą oglądać "małe filmy" w streamingu.
Mieszane uczucia pozostawiło także "28 lat później - Część 2: Świątynia kości". Produkcja z Ralphem Fiennesem, Jackiem O'Connellem i zaskakującym występem Cilliana Murphy'ego zebrała dobre recenzje, ale do kin trafiła zaledwie kilka miesięcy po poprzedniej części, przez co wielu widzów uznało ją za zbyt podobną do "28 lat później". Dodatkowo budżet okazał się wysoki jak na horror (63 milionów dolarów), który zwykle najlepiej radzi sobie przy znacznie niższych kosztach produkcji (przykład: "Obsesja"). Łącznie druga część "28 lat później" zarobiła nieco ponad 58 milionów.
Na koniec "Variety" wskazuje jako w kategorii "takie sobie" "Dzień objawienia" Stevena Spielberga z Emily Blunt i Joshem O'Connorem. Film zebrał solidne recenzje i nie był finansową katastrofą (228 milionow dolarów zarobku przy 110 milionach budżetu), ale również nie stał się wielkim kinowym wydarzeniem, na jakie liczyło studio. Według branżowego magazynu młodsza publiczność coraz częściej wybiera nowe nazwiska i twórców wychowanych w internecie, co pokazuje, że nawet legenda pokroju Spielberga nie jest już gwarancją kasowego sukcesu. Niestety.




